poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Rozdział VII


SUNSHINE


Usłyszałam jak drzwi za mną się zatrzasnęły.Nie zważając na to że miałam buty na dość dużym obcasie zaczęłam biec w kierunku ulicy.Stanęłam na chodniku i rozejrzałam się.Właściwie to niewiedziałam w którym kierunku mam iść.Po prawej nic się nie działo za to po lewej stało wielkie zbiorowisko osób i wóz policyjny a także karetka.Odrazu wszystkie wątpliwości mnie opuściły i pobiegłam w lewą stronę.Gdy tylko się zbliżyłam zauważyłam grupkę policjantów dzwoniących do kogoś.Niektórzy odganiali tłum od ciemnego parawanu rozłożonego na ulicy.Nie miałam nawet siły spojrzeć w bok w strone parawanu zwłaszcza , że....
-Pani Sunshine?-podszedł do mnie jakiś młody chłopak w mundurze policjanta.Dałabym mu jakieś 20 lat o ile nie mniej.
-Tak-odmruknęłam bojąc się co za chwilę usłyszę.Wieści od policjantów nigdy nie były pozytywne.
-Całe szczęście żyje.Lekarze odnotowali jedynie uraz głowy.-zaczął mówić młodzieniec
-Ale co się stało?!W ogóle jak to się stało?!-mimo że wcześniej zachowywałam spokój tym razem trochę mnie poniosło.Zaczęłam krzyczeć na młodego chłopaka który chyba zbytnio nie wiedział co robić.
-Przechodziła przez ulicę i patrzyła się w telefon.Kierowca jej nie zauważył.Zahamował dość szybko dzięki czemu nie ma dużego urazu.Odrazu sprawdziliśmy dane na jej komórce-która jeszcze działała-i chcieliśmy skontaktować się z rodzicami ale nie odbierali a więc zadzwoniliśmy do ostatnio wybieranego numeru- ,,siostra".-chłopak wszystko mi wyjaśnił.
-A dlaczego nie do rodziców?-głos lekko mi drżał
-Odrazu po odkryciu tożsamości dziewczyny zaczęliśmy także dzwonić do jej prawnych opiekunów niestety ich telefony są wyłączone-powiedział.
Nawet wiedziałam czemu są wyłączone.Rodzice zawsze wyłączali komórki na takie imprezy od czasu kiedy w trakcie pogrzebu zadzwonił tacie telefon..... a on do tego jeszcze odebrał.
-A co z nią?!Zabiorą ją do szpitala?!-mój głos przypominał piszczenie psa.Chyba tylko zwierzęta mnie teraz rozumiały.
-Tak ale spokojnie.Wszystko jest w porządku tylko lekki uraz głowy.Zabierzemy teraz panią do szpitala a następnie jak najszybciej zawiadomimy rodziców.-powiedział młodzieniec

***

Dźwięk moich obcasów odbijał się echem po szpitalnym korytarzu.Chodziłam w kółko często skręcając i czekając w międzyczasie nad informacje od lekarzy.Byłam strasznie zdenerwowana całą tą sytuacją.Moja siostra miała wypadek..... to poprostu nie do przyjęcia.Do tego przechodząc przez pasy patrzyła się w telefon i pisała do mnie....więc to teoretycznie też moja wina.Całe szczęście że nic bardzo wielkiego jej się nie stało bo nigdy bym sobie tego nie wybaczyła....nawet jeśli to nie moja wina.
-Pani Sunshine?-usłyszałam opanowany głos doktora.Stukot moich butów momentalnie ucichł.Odwróciłam się w stronę lekarza.
-I jak z nią? W porządku? Mogę do niej wejść? Jest przytomna?-zadawałam pytania po kolei nie zważając na ich ilość
-Wszystko w porządku.Mały uraz głowy więc ma poprostu bandaż.Zrobiliśmy badania na urazy wewnętrzne i wyszła z tego zaskakująco dobrze.Aktualnie jest przytomna i można ją odwiedzić....Jeszcze nie udało nam skontaktować się z rodzicami więc lepiej jak pani z nią zostanie.-zdziwiłam się że lekarz swoim opanowanym głosem odpowiedział na wszystkie moje pytania w jednej wypowiedzi.Pokazał mi salę i kazał mi usiąść obok nakrytego białą pościelą łóżka.
-Cześć Joyce-uśmiechnęłam się.
-Cześć-moja siostra także posłała mi uśmiech.Mimo tego że przedchwilą przeżyła najprawdopodobniej najstraszniejszą chwilę swojego życia-jak zawsze była uśmiechnięta.Jej brązowe loki były w lekkim nieładze a głowe przepasała biała opaska ale mimo to była jak zawsze pogodna.
-Jak się czujesz?-zadałam podstawowe pytanie
-Przed chwilą miałam wypadek samochodowy ale pozatym to dobrze, a ty?-nienawidzę sarkastycznych uwag.
-Przed chwilą denerwowałam się o moją siostrę która była na tyle głupia aby wpaść pod samochód.-odmruknęłam z ironią w głosie.Nagle naszą sarkastyczną konwersacje przerwał dźwięk telefonu Joyce.Spojrzałam się na wyświetlacz.
,,Siostra"....
Słucham?!Przecież jestem tutaj ..... i wcale nie dzwonię do Joyce.A z tego co wiem posiada ona tylko 1 siostrę.Z niedowierzaniem spojrzałam jeszcze raz na ekran telefonu.Po raz kolejny zobaczyłam wielki napis ,,siostra".Joyce już sięgała ręką po telefon.
-Nie!!-syknęłam.Joy położyła telefon spowrotem na szafce jakby ją poparzył.
-A o co chodzi ?-spytała
Właściwie to już niewiedziałam sama o co chodzi.Ale nie miałam totalnie pojęcia gdzie był mój telefon a to że ktoś z niego dzwoni sprawia że sprawa jest przerażająca.Aż nagle mnie oświeciło.
-Chyba zostawiłam telefon u Euphori...-mruknęłam.Ale to nadal nie wyjaśniało kto na niego dzwonił.Musiałam sobie przypomnieć gdzie.Chwileczkę najpierw esemesowałam w sali jadalnianej a potem w przedpokoju....
-Cholera-mruknęłam.Telefon zostawiłam na stoliku z lampą w przedpokoju.A kto mógł dzwonić?To było oczywiste....Nagle znowu usłyszałyśmy dzwonek telefonu Joyce.
-Nie odbieraj!-prawie krzyknęłam
-Dlaczego?-spytała Joyce
-Bo to...-zawahałam się przez chwilę.Ona chyba go nie zna-to kolega Matthew!-
Wszelkie środki ostrożności należało zachować.Joyce popatrzyła się na mnie przez chwilę z lekką pogardą.Nagle wpadłam na genialny pomysł....a raczej wtedy mi się tak wydawało.
-Trzymaj!Udawaj mnie i powiedz że nie potrzebujesz telefonu.-rzuciłam Joyce słuchawkę.Dzięki temu nei będe musiała się spotykać z Louisem i obędzie się bez krępujących momentów.Joyce złapała komórkę i odebrała połączenie.
-Halo?Tu Sunshine-Joyce nawet nie zawahała się przez chwilę.Zapadła cisza ponieważ Joyce słuchała swojego rozmówcy.
-Tak możemy się spotkać dzisiaj....tak o 19....-Joyce kontynuuowała rozmowę.Gdy tylko to usłyszałam nagle zapragnęłam odgryźć jej głowę.....Ktoś by zauważył?Zaczęłam pokazywać jej na migi aby się zamknęła.-Tak możemy tam.-Joyce złośliwie się uśmiechnęła.-Do widzenia!-Nacisnęła guzik i zakończyła rozmowę.Przez chwilę się zastanawiałam czy rzucić się na nią teraz czy później.Teraz niezbyt mi się chciało więc wybrałam opcję numer 2.
-Co do jasnej cholery powiedziałaś?-zagryzłam zęby i już miałam zacząć krzyczeć ale niezdążyłam....
-JOYCE!-usłyszałyśmy krzyki z korytarza.Nagle do sali wparowała krzycząca mama z przerażeniem na twarzy i podobnie wyglądający tata.Rzucili się na Joyce i zaczęli ją przytulać.
-Boże kochany , co ci się stało? Nie było nas tylko 2 godziny a ty wpadasz pod samochód?!-mama zaczęła swoje podstawowe kazanie super przewrażliwionej mamusi.
-To może ja już wrócę do hotelu-mruknęłam.Rodzice nie protestowali bo zajęli się Joyce więc sobie po cichu wyszłam.

***

Wyjęłam kartę ze spodni i wsunęłam ją w zamek a drzwi lekko się otworzyły i weszłam do środka zamykając jej za sobą.Jak zawsze w moim i Joyce pokoju wszędzie leżały ciuchy i kosmetyki.Westchnęłam i podeszłam do szafy.Musiałam wybrać jakąś sukienkę.Nawet jeśli wieczór nie zapowiadał się ,,super" to i tak mam zamiar wyglądać fajnie.

6 komentarzy:

  1. świetny! <3 dawajcie następny, bo już nie moge sie doczekać! xD

    OdpowiedzUsuń
  2. mówiłam już, że uwielbiam ten blog ?! <3
    @SmileFoorMe

    OdpowiedzUsuń
  3. Zajebiste twoje opo ;D
    dopiero niedawno je zalukałam
    Mam pytanie jak zrobiłaś ten obrazek tytułowy ? boski jest

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za pomocą gimpa i photoscape'a . 2 godziny roboty ale 1,5 godziny to szukanie właściwych obrazków :D

      Usuń
  4. Wspaniały rozdział . :) Czekam na następny :))

    Ela

    OdpowiedzUsuń
  5. bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń