czwartek, 29 marca 2012

Rozdział IV



MARGARET

Obiad nam minął niezwykle miło , ponieważ spotkaliśmy się z przyjaciółmi mojego taty i dzięki temu poznałam ich córkę Sunshine.Naprawdę ją polubiłam.. mam nadzieję , ze jeszcze się zobaczymy lub chociaż skontaktujemy ponieważ wymieniłyśmy się numerami telefonów.Zanim się nie obejrzałam było już ciemno i dochodziła godzina 19.Myślałam , że jeszcze dzisiaj wyjdziemy i pooglądamy krajobraz gór ale mój tata oświadczył , że jest trochę przemęczony po podróży i chciałby odpocząć w pokoju.Bez namysłu przyznałam mu rację , bo w zasadzie też nie byłam do końca wypoczęta a na zwiedzanie mam jeszcze całe 13 dni.Kiedy poszedł zapłacić rachunek , ja szybko udałam się do windy a następnie znalazłam się na korytarzu gdzie znajdowały się drzwi do naszego pokoju.Jak się okazało drzwi nie były zamkniętę więc bez problemu weszłam a następnie je przymknełam.Kiedy zdjełam buty moim oczom ukazał się nagi chłopak!

- co ty robisz w moim pokoju?! - krzyknełam.
- w  twoim? To jest mój pokój , a ty chyba pomyliłaś numery. - zaśmiał się po czym zwinnym ruchem owinął się w ręcznik leżący na fotelu obok.
- ale , jak to? - spytałam po czym spojrzałam na drzwi.No tak..Pokój 235 a ja zamieszkuję 234.
- em.. ja naprawdę przepraszam.Poprostu pomyliłam pokoju , a ponieważ mieszkam obok twoje drzwi są tuż obok moich i tak jakoś.. - powiedziałam zmieszana , po czym poczułam jak moje policzki się rumienią.
- nie ma sprawy , każdemu może się zdarzyć. A tak w ogóle to jestem Harry - oznajmił chłopak po czym podał mi swoją dłoń.Odwzajemniłam gest a następnie się przedstawiłam. 
- Miło było cię poznać , ale na mnie już chyba czas.Tata zapewne już czeka ponieważ mam klucze od naszego pokoju. - powiedziałam , przeczesując palcami moje roztargane blond włosy.
- Ciebie również.Do zobaczenia. - uśmiechnął się po czym spojrzał swoim zielonymi oczami prosto w moje.Szybko odwróciłam wzrok a następnie nacisnełam klamkę i wyszłam.
- o mój boże. - szepnełam szeptem.
- co się stało? - spytał ojciec.
- nic , nic. - znów porumieniałam.
- jak to nic? dlaczego byłaś w tamtym pokoju? Czekam tu już od paru dobrych minut. - oznajmił.
- aa o to chodzi.. Poprostu pomyliłam pokoje , przepraszam. - powiedziałam , przekręcając równecznie klucz w zamku.
Mój tata odrazu po kąpieli położył się spać.Natomiast ja postanowiłam jeszcze poczytać książke i pomalować paznokcie.Czas minął bardzo szybko , więc zanim się nie obejrzałam było już po 23.Przykryłam się natychmiast kołdrą i odpłynełam w krainę Morfeusza.


Budzik obudził mnie równo o 9 , a ponieważ śniadanie mieliśmy na godzinę 10 szybko zerwałam się z łóżka i pognałam do łazienki.Moja poranna toaleta zajeła mi  40 minut , po upływie tego czasu poszłam w kierunki szafy.Postanowiłam założyć mój ulubiony , czarny sweter a do tego zwykłe dżinsy.Na stopy nałożyłam brązowe emu.Kiedy byłam już gotowa , poszłam do pokoju taty.On już całkowicie wyszykowany siedział na fotelu i oglądął poranną telewizję.
- no to co idziemy? - spytałam.
- jeszcze chwilkę. - oznajmił nadal wpatrzony w ekran.
- tato , naprawdę chcesz marnować nasze wakacje na oglądanie telewizji? 
- masz rację ,  przepraszam. - odparł po czym wyłączył telewizor a następnie podniósł się z fotela.
Po dosłownie 2 minutach znaleźliśmy się na stołówce.Była pełna ludzi , ledwo znaleźliśmy jakikolwiek dwu osoby stolik.Moje śniadanie składało się z jajecznicy oraz kromki chleba posmarowanej margaryną.Kiedy usiadłam przy stoliku poczułam coś ciepłego na moim karku.Jak się okazało była to herbata.
- co to ma być?! - krzyknełam podnosząc się z krzesła.Moim oczom ukazał się Harry trzymający w ręku kubek z herbatą.
- ja-a-a , prze-pra-praszam. - zaczął się jąkać przy czym ujrzałam zakłopotanie na jego twarzy.
- no dobra..nic się takiego nie stało.Widocznie zawsze musimy się spotykać w niefortunnych sytuacjach. - zaśmiałam się , wycierając chusteczką mój nadal lekko mokry kark.
- może czas , na normalne spotkanie? - spytał , nonszalanko się uśmiechając.
- może. - odparłam rumieniąc się.
- no dobra , ja lecę.Do zobaczenia nastepnym razem - puścił mi oczko po czym zniknął w tłumie innych ludzi przepychających się do stoły szweckiego.
Tylko cicho westchnełam po czym zajełam moje miejsce.
- z kim rozmawiałaś? - spytał mój tata równoczenie kładząc tace z talerzem na stolik.
- z naszym sąsiadem. - mruknełam pod nosem , znów się czerwieniąc.
- podoba ci sie co? widziałam jak się na niego patrzysz kiedy z nim rozmawiasz.Identycznie jak twoja mama która wpatrywała się we mnie. - powiedział mój opiekun śmiejąc się przy tym.
- nie wykluczone. - odpowiedziałam , znów się czerwieniąc jak burak , żeby jakoś przerwać tą niezreczną rozmową zaczełam konsumować posiłek na talerzu.

Odrazu po śniadaniu udaliśmy się do pokoju żeby zacząć przygotowywać się do wyjścia na stok.Szybko się przebrałam , założyłam czapkę , gogle i wszystko inne co było mi potrzebne.
Około godziny 11 byliśmy już w pełni gotowi.Powoli zeszliśmy na dół.Tata zaczął wpakowywać do naszego samochodu sprzęty ,  czyli mój snowboard oraz jego narty.Zawsze mu mówiłam , zeby nauczył jeździć sie na snowboardzie bo to naprawdę o wiele większa frajda niż jazda na nartach ale niestety na marne.Jeśli ktoś jest uparty to nic na to nie poradzisz.W samochodzie byłam już tak podekscytowana , ze wreszcie będę mogła jeździć na mojej desce że ledwo usiedziałam na miejscu.Tak snowboard to zdecydowanie moje wielke hobby.Kiedy już dojechaliśmy ,  otworzyłam drzwi żeby jak najszybciej wziąźć mój sprzęt i udać się na stok.Kiedy spojrzałam przed siebie ujrzałam wielką i dość stromą górę.Na początku byłam trochę przestraszona , ale potem doszłam do wniosku że nie ma się czego bać.Wkońcu chodzi tu o adrenalinę , prawda?
- tato , no szybciej! - już prawie krzyczałam.
- no , przecież muszę założyć buty - odparł , zapinąc już na szczęście ostatni zamek.
- wreszcie! - krzyknełam uradowana kiedy mój opiekun wstał i wziął swoje narty.

Już po 10 minutach , jechałam wyciągiem.W uszach leciała mi muzyka a dokładniej była to piosenka 30 Seconds to Mars - 100 suns.Wreszcie zjechałam z wyciągu , zapiełam deske i ruszyłam.Oczywiście moje szczęście nie trwało zbyt długo , ponieważ już po chwili jazdy ktoś na mnie wpadł.Chyba się domyślacie któż to taki.Oczywiście - HARRY.Ten chłopak mnie prześladuję , ale nie powiem że mi to jakoś specjalnie przeszkadza ponieważ jego śliczne brązowe loczki oraz zielone oczy uwiodły mnie już przy naszym wczorajszym spotkaniu.
- kogo innego mogła bym się spodziewać? - zaśmiałam się otrzepując sie delikatnie z śniegu.
- ja naprawdę cię przepraszam , ale jeżdżę dopiero od dwóch dni i nie nabrałem jeszcze wpracy.Nie jesteś pierwszą osobą na którą dzisiaj wpadam.
Kiedy Harry podniósł się już ze śniegu , podał mi ręko co rzeczywiście bardzo ułatwiło mi podniesienie się.
- dzięki - uśmiechnełam się po czym poprawiłam moje google , które po tym jakże drastycznym upadku osuneły się i były tuż przy mojej szyji.
- no to co  , przemyślałaś nasze spotkanie? - spytał chłopak.
- nie , ale nie będę miała nic przeciwko jeśli się spotkamy - odparłam.
- co sądzisz o gorącej czekoladzie , równo o godzinie 13 w restouracji na dole stoku? - zapytał
- z wielką chęcią , no to do zobaczenia. - powiedziałam a następnie zjechałam z dalszej części góry.
Byłam tak zatracona w tym co robię że zupełnie zapomniałam o spotkaniu z Harrym.Dopieor teraz zerknełam na zegarek który wskazywał 13:09.Chybe nie spóźnię się aż tak dużo.Mam nadzieję , ze zaczeka.Szybko zbiegłam na sam dół góry , gdzie znajdowała się restouracja.Snowboard oparłam o ścianę budynku i szybkim krokiem weszłam do pomieszczenia.Rozglądałam sie po wszystkich stronach lecz nigdzie nie mogłam znaleźć mojego kolegi.Wkońcu wypatrzyłam go.Siedział przy stoliku w samym rogu pomieszczenia.Szybko do niego podbiegłam i usiadłam obok.
- przepraszam za spóźnienie , ale straciłam rachubę czasu podczas jazdy. - odparłam.
- nic się nie stało - opowiedział po czym jego kąciki usty uniosły się ku górze. - proszę , gorąca czekolada dla ciebie - przysunął do mnie kubek.
- dzięki - odparłam i upiłam łyka. - i jak jazda? poprawiłeś swoje umiejętności przez 
ostatnią godzine? 
- oczywiście , wpadłem tylko raz na jedną małą dziewczynkę ale na szczęście nic ani jej ani mi  się nie stało - zaśmiał się.
- no to całkiem dobrze - także się zaśmiałam.Nastąpiła chwila ciszy , którą po chwili przerwał Harry.
- to z kim tu przyjechałaś? - zapytał
- z tatą , a ty? - także spytałam.
- ee.. tez. - odpowiedział z lekkim zawachaniem po czym znów nastała cisza.
- to co wracamy do jazdy? - spytałam.
- ty naprawdę to uwielbiasz co? - zaśmiał się pytając.
- oczywiście , ze tak - odparłam.
- no to chodź - oznajmił po czym podniósł się i ubrał kurtkę , gogle oraz czapkę.Po chwili ja zrobiłam te same czynności.
Jazda mineła nam bardzo dobrze , choć ja zawsze musiałam na niego czekać na końcu góry ponieważ miał trochę wolniejsze tempo odemnie.Najmilsza była jednak jazda wyciągiem ponieważ cały czas rozmawialiśmy i śmialiśmy się.
Około godziny 17 zadzwonił mój telefon.Był to tata , nacisnełam zieloną słuchawkę po czym usłyszałam jego głos.
- gdzie jesteś? zaraz wracamy.Czekam na ciebie przy restouracji.Tylko przytaknełam a następnie się rozłączyłam.
- to mój tata , zaraz wracamy do hotelu. - oznajmiłam.
Po zjeździe pożegnałam się z Harrym i udałam w stronę miejsca przy który miałam się spotkać z tatą.
- i jak się jeździło? - spytał mój opiekun podchodząc do mnie.
- naprawdę dobrze , nie mogę się doczekać jutrzejszego dnia.Przyjedziemy tutaj prawda? - zapytałam.
- oczywiście - opowiedział.
- no to super. - odparłam uśmiechając się.
Po włożeniu sprzętu do samochodu , weszliśmy do niego i udaliśmy się w stronę hotelu.
Jazda zajeła nam 10 minut , odrazu po wyjściu z auta udaliśmy się do naszego pokoju.Szybkim ruchem udałam się do łazienki tak samo jak mój tata.Wziełam prysznic a następnie w ręczniku wyszłam z toalety aby wybrać ubranie które miałam zamiar założyć.Postanowiłam ubrać zwykłą jasno różową bluzke , na to bluzę z gapa , dżinsy oraz moje ulubione brązowe emu.Po ubraniu się poszłam do taty , żeby sprawdzić czy też jest już gotowy aby wreszcie pójść na kolację a ponieważ byłam bardzo głodna miałam nadzieję , ze zaraz udamy się na stołówkę.Naszczęście mój tata był już w pełni gotowy , więc juz po chwili znaleźliśmy się w pomieszczeniu jak zawsze pełnym ludzi.Nałożyłam sobie cały talerz spaghetii a następnie na dokładkę wziełam mały kawałek pizzy peperonii.Kiedy mój brzuch był już napełniony jedzeniem postanowiłam udać się do pokoju , ponieważ nie miałam już nawet siły czekać na mojego tatę który rozmawiał z jakimiś swoimi znajomymi których przed chwilą spotkał.Napewno ich rozmowa potrwa co najmniej godzinę , więc żeby sama nie siedzieć w pokoju udałam się do pokoju mojego sąsiad.Zapukałam a po chwili ktoś otworzył drzwi.Ku mojego zdziwieniu nie była to osoba o której myślałam.

wtorek, 27 marca 2012

Rozdział III

SUNSHINE

Kolejny kłąb zimnej pary wydobył się z moich ust.Nie ma to jak stać godzinę na mrozie.Mój tata oczywiście nie zauważył tego że zamarzam i nadal w najlepsze rozmawiał sobie z kolegą przez telefon.Popatrzyłam na moje buty aby sprawdzić czy aby nie przymarzłam do ziemi.Całe szczęście okazało się że nie ale już mało brakuje.
-Tato!-krzyknęłam.Mój tata popatrzył na mnie z skwaszoną miną i wkońcu powiedział swojemu kumplowi że musi kończyć.Dzięki ci Boże!Poprawiłam czapkę otrzepałam buty ze śniegu i wreszcie weszliśmy do restauracji.Tata postanowił że nie kulturalnie jest rozmawiać w restauracji przez telefon więc razem z mamą i Joyce musiałyśmy razem z nim czekać na dworze ponieważ bez rezerwacji nie mogli nas wpuścić.A jakby wpuścili tylko mnie,Joy i mamę tata musiałby zostać na dworze.I dobrze.Może wtedy czułabym palce u nóg.Kiedy wkońcu trafiliśmy do środka ciepło uderzyło mnie w twarz.W restauracji było cieplutko i miło.Zdjęliśmy kurtki,szaliki i czapki a następnie jakiś nadęty mężczyzna w garniturze poprowadził nas do stolika.Wieczór nie zapowiadał się zbyt ciekawie,cały pewnie spędze na przysłuchiwaniu się rozmowom rodziców z ich znajomymi,zjem trochę i wrócimy do domu.Pomyśleć że mogłam ten czas korzystniej spędzić przed ekranem laptopa.Joyce też nie wyglądała na zadowoloną z dzisiejszych planów na wieczór.
-Mamo,po co my tu w ogóle przyszliśmy?-mruknęła siadając na swoim krześle nakrytym atłasową osłonką.
-Żeby się spotkać z naszymi znajomymi.Nie zaszkodzi ci wieczór bez komputera.-odpowiedziała mama.Ja i Joyce usiadłyśmy naprzeciwko rodziców i wszyscy zaczęliśmy się wpatrywać w nasze karty dań.Ja ze swojej nic nie rozumiałam.Taka rada:Nie umiesz włoskiego-nie idź do włoskiej restauracji.Po chwili podszedł do nas kelner szczerząc się i pytając co zamawiamy.
-To co sobie życzycie?-zapytał nas tata
-Ja poproszę raviolli z makaronem z sałatką-mama się uśmiechnęła
-Dla mnie Terrtille-powiedziała Joy która uczyła się włoskiego
-Ja poproszę pastę z pomidorów z 3 typami makaronu-rzekł tata
Wszyscy wyczekująco popatrzyli na mnie.
-Dla mnie spaggetti-mruknęłam oddając kelnerowi kartę dań a on odszedł.Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy aż mama krzyknęła
-Marcus!-obejrzałam się za siebie.Szedł do nas kolega taty i jego córka.Nie wysoka,drobnej budowy z włosami związanymi w kucyka.Pan Marcus i jego córka podeszli do naszego stolika i usiedli koło nas.Dorośli od razu zaczęli rozmawiać my za to siedziałyśmy w ciszy czekając aż któraś z nas się przedstawi.
-Cześć,jestem Margaret-powiedziała nieznajoma dziewczyna podając mi ręke.
-Sunshine-odparłam uśmiechając się i ściskając jej ręke.-To moja siostra Joyce.-
-Masz bardzo rzadkie imię-zauważyła Margaret studiując kartę dań podaną jej przed chwilą przez kelnera.
-Nienawidzę go.-mruknęłam
-Mi się podoba-uśmiechnęła się Margaret-Poproszę makaron z sosem napoleońskim-dodała zwracając się tym razem do kelnera.
-Jest beznadziejne.A zwłaszcza zdrobnienia od niego.-powiedziałam-A tak w ogóle ile masz lat?-
-siedemnaście.A ty i twoja siostra?-odpowiedziała pytaniem
-Ja osiemnaście a Joy czternaście-odparłam.Obie popatrzyłyśmy się na Joyce którą bardziej od naszej rozmowy interesował telefon.
Po chwili kelner przyniósł nam potrawy i obie zajęłyśmy się jedzeniem.Potem kontynuuowałyśmy naszą rozmowę i nawet dobrze bawiłam się z Margaret przez resztę wieczoru.
***
-SUN!-czyjś krzyk mnie obudził.Starałam się go zignorować i dalej iść spać ale krzyk się nasilał.
-Sun.Wstawaj!-okazało się że to mama.Weszła do mojego hotelowego pokoju i zaczęła mną potrząsać.
-mhmm.-mruknęłam i otworzyłam oczy.Najpierw widziałam tylko jakieś plamy ale potem wzrok mi się wyostrzył i zamiast na plamy patrzyłam na ekstrawaganckie hotelowe meble.Hotel w którym się zatrzymałyśmy nie wyróżniał się niczym.Był zwykły,niewielki i całkiem ładnie urządzony.Pokoje wypełniały sosnowe meble,płaskie telewizory i skórzane kanapy.Jeden z takich pokoi zajmowałyśmy Joyce i ja a drugi-rodzice.
-SUNSHINE!-usłyszłam kolejny krzyk mamy dochodzący tym razem z łazienki.Nie chciałam słuchać tego więcej więc wstałam i wyjęłam pośpiesznie ciuchy z walizki.Nic niezwykłego-biały T-shirt,czarne spodnie i sweter.Gdy już sie ubrałam weszłam do łazienki gdzie-jak zawsze-była już moja mama.Popatrzyła na mnie i po raz 3 dziś krzyknęła:
-W co ty się ubrałaś?!-
-Jakto w co?-zdziwiłam się
-Natychmiast to zmień.Zaraz spóźnimy się na urodziny Euphorii.-powiedziała stanowczo mama i wróciła do poprawiania makijażu.Mina momentalnie mi zrzędła.Zapomniałam o tym.Miałam skrytą nadzieję że rodzice też.Euphoria była moją kuzynką mieszkającą niedaleko miejscowości w której byliśmy na nartach.Jej urodziny pokrywały się z naszym wyjazdem więc byliśmy na nie zaproszeni co wcale mnie nie cieszyło.Mimo że Euphoria była piękną blond 15-latką o łagodnych rysach i anielskich niebieskich oczach z charakteru była całkiem inna.Wrzeszczała na każdego kto się z nią nie zgadzał,wyśmiewała ludzi nie noszących markowych ciuchów i była potwornie złośliwa.Co prawda nie była taka dla mnie ze względu na powiązania krwi i to że mogłam wszystko opowiedzieć jej tacie-ale dla innych owszem.Euphoria jest też bardzo rozpieszczona.Ale nie ma się co temu dziwić ponieważ jej tata posiada bardzo dobrze prosperującą firmę a więc Euphoria ma wszystko co sobie zażyczy włącznie z najdroższymi ubraniami,biżuterią i meblami.Nienawidziłam jej ale mimo to musiałam iść na jej urodziny.NIESPRAWIEDLIWE!Mrucząc przekleństwa pod nosem przebrałam się w bardziej elegancki strój,związałam włosy w kucyka i wzięłam torebkę po czym wyszłam zamykając za sobą hotelowy pokój.Cała moja rodzina niecierpliwiąc się czekała w samochodzie.Z nieukrywanym niezadowoleniem wsiadłam do powozu i ruszyliśmy.
***
-Dzień dobry-drzwi otworzyła uśmiechnięta Euphoria.Miała na sobie krótką czerwoną (+bardzo drogą!) sukienkę i radykalnie wysokie szpilki.
-Wszystkiego najlepszego Euphorio-powiedziała moja mama i wręczyła blondynce prezent.Ta się sztucznie uśmiechnęła i podziękowała po czym wszyscy weszliśmy do środka.Przedpokój miał brązowe pozłacane ściany i czerwony dywan podobnie jak wiele innych pomieszczeń tego domu.Powiesiłam kurtkę na wieszak jak reszta mojej rodziny i Euphoria poprowadziła nas do ,,swojej 1 jadalni".Było to wielkie pomieszczenie z ogromnym stołem pośrodku i sceną na boku.Euphoria kiedyś zażyczyła sobie na urodziny koncertu jej ulubionego zespołu więc jej tata sprawił jej scenę.Genialne.
-Siadajcie proszę.-Euphoria cały czas się sztucznie uśmiechała i wskazała nam krzesła.Wszystkie były otulone różową narzutą z kokardą z tyłu.Z niechęcią usiadłam na jednym z kiczowatych krzeseł podobnie jak Joyce.Moi rodzice też chcieli siadać ale Euphoria ich powstrzymała.
-Dorośli są w drugiej jadalni-uśmiechnęła się do nich a oni wyszli i pokierowali się w kierunku jadalni numer II.Euphoria usiadła na szczycie stołu i zaczęła rozmawiać z koleżankami obok.Popatrzyłam się po stole na którym stały miliony półmisków i talerzy.Na nic narazie nie miałam ochoty-oprócz wyjścia.
-Kiedy wyjdziemy?-mruknęła Joyce jakby czytając mi w myślach.
-Teraz-odparłam i odsunęłam krzesło.Miałam cichą nadzieję że Euphoria nie zauważy że wychodzimy.Pokierowałam się cicho w kierunku wyjścia.Poprostu wyszłabym z tąd i razem z Joyce poszłybyśmy byle dalej stąd i wróciły za kilka godzin udając że byłyśmy tu cały czas.
-Gdzie idziesz,Sunny?-zapytała mnie słodkim głosikiem Euphoria.Zatrzymałam się w pół kroku.Wiedziała że nienawidzę tego zdrobnienia ale mimo to go użyła.Nienawidzę jej,nienawidzę...
-Do łazienki-odparłam szybko.
-Nie możesz teraz wyjść!Za chwilę wielka niespodzianka!-powiedziała Euphoria po czym wstała złapała mnie za ręke i pociągnęła spowrotem na krzesło.
-Co to za niespodzianka?-mruknęłam udając zainteresowanie.
-Zobaczysz-uśmiechnęła się jeszcze raz i wróciła na swoje miejsce.Westchnęłam i wzięłam kilka winogron.Założe się że na niespodziankę będe musiała jeszcze długo czekać.
***
Druga godzina czekania mijała niemiłosiernie nudno.Wpatrywałam się w winogrona na talerzu układając z nich figury geometryczne.Szczyt nudziarstwa.Euphoria oczywiście cały czas plotkowała z swoimi koleżaneczkami nie przejmując się mną i Joyce.Chociaż Joyce też znalazła koleżankę.Była nią rudowłosa wysoka dziewczyna z brązowymi oczami o imieniu Viola(czyta się Wajola).Obok mnie jednak siedziały przyjaciółki Euphorii więc nie liczyłam na nowe znajomości.
-Dobra.Czas na niespodziankę-Euphoria wstała i uśmiechnęła sie tajemniczo.-Teraz wszyscy muszą wstać i przestawić krzesła naprzeciwko sceny-
Wszystkie dziewczyny-włącznie ze mną-złapały kiczowate krzesła należące chyba do Barbie i ustawiły je przed drewnianą sceną.Usiadłam z grymasem na twarzy obok Joyce i Violi.Scena-mimo że wybudowana tylko dla 1 czy 2 występów-sprawiała wrażenie prawidzwej sceny.Miała wszystkie instrumenty potrzebne do zagrania koncertów,rozpruszacze confetti i specjalne kolorowe lampy z tyłu.
-Prosze zgasić światła-usłyszałam krzyk Euphorii siedzącej z przodu.Lokaj posłusznie nacisnął przełącznik i światła momentalnie zgasły.Świeciły się tylko reflektory oświecające scenę aby było widać zespół.Przez chwilę nastała cisza.Wszyscy czekali aż zamówiony specjalnie dla Euphorii zespół wyjdzie na scenę.Wkońcu po kilku minutach na scene wstąpiło pięciu chłopaków.Pierwszy był wysoki z brązowymi lokami w granatowej marynarce był uśmiechnięty i nawet ładny.Drugi chłopak miał blond włosy z czarnymi końcówkami i bardzo rumiane policzki.Trzeci okazał się wysokim sztynem o brązowych oczach ubranym w koszulę i kamizelkę.Czwarty z nich miał ciemniejszą karnację i czarne włosy uformowane w bardzo fajną fryzurę.A piąty...Mrugnęłam.Dla upewnienia mmrugnęłam jeszcze raz bo nie mogłam wierzyć własnym oczom kto stał na scenie i uśmiechał się do widzów.Miał brązowe włosy w lekkim nieładzie i piękne niebieskie oczy.Ubrany był w bluzkę w paski i czerwone spodnie.Już go gdzieś widziałam.A właściwie nie gdzieś tylko w barze.To był Louis.

-----------------------------------------------

Znowu sie rozpisałam oO Pszepraszam xD Mam nadzieje że sie podoba.Następny rozdział (pisany przez Destiny) ukaże się za 2 dni.Zachęcam do komentowania i przedewszystkim czytania! :)
~Hope

sobota, 24 marca 2012

Rozdział II



MARGARET


- Margaret , pośpiesz się!- usłyszałam krzyk mojego taty dochodzący z salonu.

- już , już - powiedziałam , po czym wpakowałam do walizki następną bluzkę.Czy mój tata naprawde nie umie zrozumieć , że dziewczyny mają większcze potrzeby? że nie wystarczy im jeden t-shirt i jeansy na dwu tygodniowy wyjazd? najwidoczniej nie.Po około 15 minutach byłam już gotowa , więc zaczełam powoli schodzić z moją ogromną walizką po schodach , niestety na marne.Była zdecydowanie za ciężka jak na mnie - szczupłą i do tego niską osobę.Chyba mój tata zauważył , że sobie nie radzę bo już po chwili wziął mój bagaż i bez problemu zniósł go na przedpokój.
- czy możemy już jechać? - spytał lekko poddenerwowany ojciec.
- tak , myślę że tak - odpowiedziałam mu.

  *4 godziny później *

- tato jak długo jeszcze? - spytałam.
- jesteśmy już naprawdę blisko , na miejscu będziemy za około 30 minut.
Nic nie odpowiedziałam.Wróciłam do czynności którą wykonywałam wcześniej czyli do wsłuchiwania się melodii dochodzącej z moje ipoda i spoglądania na krajobraz za oknem.
Tak mineły mi następne dwa kwadranse.Wkońcu się zatrzymaliśmy.Wyszeptałam prawie , ze nie słyszalnie - nareszcie.
Staliśmy przed ogromnym budynkiem.Po chwili tata wyjął wszystkie bagaże i zaczeliśmy iść w stronę drzwi.Kiedy wkońcu byliśmy w środku hotelu , usiadłam na fotelu a tata poszedł załatwić pokój.Naszczęście nie trwało to długo , bo już po około 5 minutach mój opiekun wrócił z kluczykiem w ręku.Jako się domyślałam , był to klucz do naszego apartamentu.
Kiedy wreszcie dotarliśmy na 6 piętro , skierowaliśmy się w prawą strone gdzie znajdował się długi i wąski korytarz.Na szczęście nie musieliśmy długo szukać , pokój numer 234 był odrazu po lewej stronie korytarza.Tata szybkim ruchem otworzył drzwi a następnie wszedł a ja posłusznie za nim.Apartament był naprawdę ładny , posiadał trzy pokoje i dwie łazienki.Czyli idealnie - jeden pokój z łazienką dla mnie , a drugi dla taty a pokój trzeci dla nas obojga.Nie posiadaliśmy kuchni ponieważ restouracja była dwa piętro niżej , w sumie dla mnie to lepiej bo mój tata był naprawdę kiepski kucharzem no i ja tez nie jestem lepsza w te klocki.Odrazu ruszyłam ku mojemu pokojowi żeby się rozpakować i odświeżyć po podróży.Zajeło mi to godzinę , odrazu po wykonanych czynnościach udałam się do 'salonu'.Tam mój tata siedział na kanapie oglądając jakiś teleturniej.
- już jesteś gotowa? - spytał odwracając się w moją strone
- tak , a gdzieś idziemy? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie
- zabieram cię na obiad , zakładaj buty i wychodzimy.
Przytaknełam tylko i poszłam założyć moje białe conversy.




----------------------------------------------------------------

em.. no trochę krótki , ale cóż.Zapraszam do komentowania :)

czwartek, 15 marca 2012

Rozdział I

SUNSHINE

Nigdy nie chciałam nauczyć się jeździć na nartach.Zawsze wydawało się to nudne i trochę niebezpieczne.Nie wiem więc jak moim rodzicom udało się w ferie zaciągnąć mnie w góry gdzie mieliśmy spędzić 2 tygodnie a według taty musiałam nauczyć się także jeździć na nartach.Chciałam odmówić jednak dałam się wkońcu przekonać.Teraz doszłam do wniosku że mogłam powiedzieć ,,nie" ale stałam już wtedy na górze stoku z przypiętymi nartami i przerażeniem na twarzy-a więc odwrotu nie było.Porozglądałam się jeszcze raz po górze.Z dołu wyglądała na mniej stromą i nie widziałam że na górce jest aż tylu ludzi na których mogłabym wpaść.
-No, Sunny jedziesz?-usłyszałam krzyk taty który zatrzymał się obok mnie.Nienawidziłam skrótu od mojego imienia którego tata używał-Sunny.Miałam na imię Sunshine a więc można było mnie nazywać pełnym imieniem albo po prostu Sun ale napewno nie Sunny.Kiedy tak do mnie mówił czułam się jak malutka dziewczynka w pieluszce z grzechotką w ręce.
-Nie tato wolę wrócić na dół.-mruknęłam.Wiem że brzmiałam w tym momencie jak tchórz ale strach to wkońcu ludzka rzecz.
-Sunny!Zrozum że już wjechałaś i stąd nie zejdziesz póki nie zjedziesz.No dalej pomogę ci.Patrz tak się hamuje.-powiedział tata i zjechał jakiś metr w dół i zatrzymał się.-Spróbuj tak samo.-
-Przykro mi tato ale hamowanie wykracza poza moje możliwości podobnie jak jazda-powiedziałam i nadal jak kamień stałam na górze nie zamierzając zjechać.Stałam na krawędzi zjazdu więc musiałam coś wykombinować aby stąd zejść bez potłuczenia się lub zabicia.Nagle jednak jakiś snowboardzista wjechał na mnie z tyłu popychając mnie tym samym prosto na początek zjazdu.Narty oczywiście nabrały prędkości i zaczęłam jechać na krechę.Oczywiście pierwsze co zrobiłam zamiast racjonalnie pomyśleć i się przewrócić to zaczęłam piszczeć.Jechałam coraz szybciej i miałam wrażenie że zaraz moje całe życie stanie mi przed oczami.Wkońcu byłam coraz bliżej rychłej śmierci.I nagle tak jadąc z prędkością światła na coś wpadłam.To coś nie było słupem ponieważ upadło i stęknęło.Popatrzyłam na coś na czym leżałam a właściwie na kogoś.Był to chłopak ubrany w kombinezon narciarski,kask,gogle i oczywiście narty.Szybko wstałam i jak najszybciej odpięłam te przeklęte narty.Człowiek na którego wpadłam zaczął podnosić się z śniegu.
-Pszepraszam!-zaczęłam go pszepraszać i tłumaczyć czemu na niego wpadłam.Narciarz szybko się podniósł jednak cały był ośnieżony i nie mogłam zobaczyć jego twarzy.
-Nic się nie stało...Jeszcze żyję.-chłopak strzepał z siebie śnieg i wreszcie ujrzałam jego twarz.Miał ciemne kasztanowe włosy i jasnobrązowe włosy.Skądś mi się kojarzył....
-Sunshine?-zapytał wpatrując się we mnie
-Oooo,Matthew?-zapytałam jakbym wcześniej go nie poznała.Ale poznałam.Matthew chodził do mojej szkoły do równoległej klasy.Kiedyś jeszcze w 1 klasie liceum podwinął mi spódnicę od mundurku przed całą szkołą więc raczej za nim nie przepadałam.
-Też lubisz jeździć na nartach ?-zapytał podnosząc kijki z ziemii.
-Eeee.... cyce
-A od jak dawna jeździsz?-zapytał.Chwilę zastanawiałam się nad odpowiedzią.Matthew pewnie pomyślał że liczę ile to już lat ale tak naprawdę wymyślałam jakieś dobre kłamstwo które nie zachęciłoby go do zadawania pytań.
-Od niedawna-odpowiedziałam po krótkim namyśle.
-Ale zimno nieprawdaż?-zapytał Matthew-Masz ochotę na gorącą czekoladę?Obok stoku zaraz jest bar.-
Odrazu się zgodziłam.Nie miało dla mnie to znaczenia że zaprosił mnie chłopak którego szczerze nienawidzę ponieważ zrobiłabym w tej chwili wszystko aby uwolnić od tych przeklętych nart.Wzięłam moje narty i razem skierowaliśmy się do baru który wskazał Matthew.Było tam ciepło więc oboje zdjęliśmy kurtki i usiedliśmy przy stoliku w rogu.Kiedy podeszła do nas kelnerka Matthew zamówił dwie czekolady które po kilku minutach już wylądowały na naszym stoliku.Rozmawiałam z nim raczej na neutralne tematy takie jak pogoda czy jazda na nartach(o jeździe właściwie mówił tylko on).Nie miałam zamiaru poruszać tematu pierwszej klasy i ,,wpadki" z spódnicą.To było dawno i nie prawda...A właściwie to prawda ponieważ przez następny semestr wszyscy się ze mnie wyśmiewali.Ale i tak nie chciałam poruszać tego tematu.Całkiem dobrze nam się gadało.Mimo że był moim największym wrogiem którego w pierwszej klasie chętnie bym poćwiartowała-był miły.
-Waw.Siedzimy tu już 3 godziny-oznajmiłam pijąc trzeci kubek czekolady.-Ciekawe czy ktoś już ukradł nam narty- 
To by była wielka strata...A właściwie to nie.Niech je diabli biorą.Matthew się roześmiał.
-Tu nigdy nie kradną nart.Przyjeżdżam tu od 6 lat-powiedział
-Czemu akurat tu?-zapytałam
-Eee...mój brat zawsze wybiera to miejsce.Uważa że tu są najlepsze bary z gorącą czekoladą i najfajniejsze hotele-odpowiedział i wypił do końca 3 kubek gorącej czekolady.
-Oo nie wiedziałam że masz brata-nie wiem dlaczego to powiedziałam.Skąd niby miałam wiedzieć że go ma skoro nigdy z nim nie rozmawiałam?
-Taa...mam brata i siostrę.Lauren i...-Matthew nie dokończył
-I??-zapytałam
-Nie ważne.A ty masz jakieś rodzeństwo?-zakończył szybko temat
-Tak mam 2 siostry Candice i Joyce.Candice ma 22 lata a Joyce 14-odpowiedziałam
-Uuu...pamiętam jak Lauren tyle miała.Bunt nastoletni jest okropny.Jak miałem 14 to taki nie byłem-powiedział Matt
-A ja byłam okropna.Raz tak trzasnęłam drzwiami że wyleciała z nich szyba-rzekłam
-To jeszcze nic,Lauren raz...-Matthew zaczął coś opowiadać ale nie zdąrzył dokończyć ponieważ ktoś się do nas przysiadł.
-Przedstawisz mnie Matthew?-był to opalony <mimo zimy> chłopak <na oko ok. 20 lat> miał potargane brązowe włosy,niebieskie oczy i T-shirt w paski.Matthew zamiast mi go przedstawić patrzył się na niego przerażony.Chłopak  wzruszył ramionami
-Nie to nie-następnie wyciągnął do mnie ręke-Jestem Louis-uśmiechnął się do mnie.Uścisnęłam jego ręke.
-Cześć,jestem Sunshine.-także się uśmiechnęłam.Matthew teraz na mnie spojrzał się ze zdziwieniem.
-Co?-zapytałam
-Nic-odparł.
-Kim jest twoja przyjaciółka?-zapytał Louis
-Koleżanka ze szkoły.-mruknął Matthew wpatrując się w pusty kubek.Louis zrobił minę jakby sobie coś przypomniał.
-Aaa! To ta Sunshine której w pierwszej klasie podniosłeś sukienkę?-Lou  się lekko zaśmiał.Zrobiłam się czerwona.On o tym wiedział?
-Taa...-odparł Matthew.Lou chyba zauważył że to drażliwy temat.
-Jeździsz na nartach Sunshine?-zapytał mnie.
-Emmm... można tak powiedzieć-trochę się zmieszałam-nie najlepiej ale radzę sobie.I możesz mówić do mnie Sun.A ty jeździsz na nartach?-
-Tak uwielbiam to.Ale za rok mam zamiar nauczyć się na snowboardzie.Moi koledzy z...-na chwilę przerwał jakby szukał właściwego słowa-szkoły jeżdzą na snowboardach.-
-Nie boisz się że się połamiesz?-uśmiechnęłam się.
-Na nartach już się 2 razy połamałem-też się uśmiechnął.
-Uu... co złamałeś?-zapytałam.Louis już miał zamiar odpowiedzieć ale Matthew mu przerwał.
-Raz ręke raz nogę.Chodź Louis musimy już iść-zanim chłopak zdążył mu odpowiedzieć Matthew wstał i pociągnął go za ręke.
-Pszepraszam za brata jest trochę porywczy-Louis uśmiechnął się mimo że jego brat właśnie prawie zwalił go z krzesła.-Fajnie się gadało.Do zobaczenia!-
Pomachałam mu i wstałam.Powinnam wziąść narty i pójść do taty.Może skłamię o tym że kilka razy zjechałam.Popatrzyłam za Louisem i Matthew którzy pokierowali się w kierunku drzwi ale nie wyszli tylko stanęli i zaczęli się o coś sprzeczać.Wzięłam kurtkę z wieszaka i wyszłam.Moje narty całe szczęście jeszcze były.Podeszłam do stojaka i próbowałam jakoś je podnieść co było trudne biorąc pod uwagę że były ciężkie i jeszcze się od siebie odczepiały.Siłując się z nartami usłyszałam czyjeś krzyki.
-...i tak masz szczęście że cię nie poznała!-rozpoznałam głos Matthew.Dochodził on zza okna które było zaraz obok.Przestałam na chwilę siłować się z nartami i zaczęłam nasłuchiwać.
-Uspokój się.Chyba nawet nas nie zna-odparła druga osoba prawdopodobnie Louis-A nawet jeśli to co?
-Ona nie może się dowiedzieć!Nikt z mojej szkoły nie może się dowiedzieć.Wiesz jak potem będzie?-Matthew nadal krzyczał
-Rany,spokojnie.Ona nie poznała mnie ani po imieniu ani po wyglądzie więc sądze że już mnie nie pozna.Prawdopodobnie nigdy o nas nie słyszała.Co ci przeszkadza jak jeszcze z nią pogadam?-mruknął Louis
-Oby, bo jak nie to...-nie usłyszałam dalszej części zdania ponieważ moje narty się przewróciły.Szybko wstałam i je zabrałam aby nie wyszło na jaw że podsłuchiwałam.Ich rozmowa była jakaś...dziwna.Nic z niej nie wynikało.Chyba chodziło o jakiś sekret Louisa o którym nikt nikt nie mógł się dowiedzieć bo inaczej.... a zresztą nieważne.I tak prawdopodobnie już nie spotkam Louisa a z Matthew w szkole nie będe rozmawiać.Szybko pobiegłam do rodziców i poszliśmy na obiad.Nie myślałam już więcej ani o Matthew ani o tej dziwnej rozmowie.Muszę się jednak przyznać że trochę myślałam o Louisie.
--------------------------------------------------------
Trochę przydługi wiem xD Rozdziały będą się ukazywały co 3-4 dni . Na przemian pisane przezemnie i Destiny . Będziemy pisały 2 inne historie-Ja o Louisie a Destiny-o Harrym.A więc miłego czytania ! :)
~Hope

środa, 14 marca 2012

Prolog

Nigdy nie wierzyłam w przeznaczenie.Sądziłam że rzeczy dzieją się poprostu przypadkowo-ludzie których spotykamy na naszej drodze też nie są nam przeznaczeni jako przyjaciele-poprostu spotykamy ich przypadkowo i zaczynamy lubić.Ale jednak...nie wszystko da się tak wytłumaczyć.Mówiąc wszystko mam na myśli moje życie.To co w nim zaszło trudno jest nazwać zbiegiem okoliczności.Każde wydarzenie,każda osoba-miała wpływ na moje dalsze życie.Dosłownie jakby ktoś zaplanował to kogo spotkam,to gdzie go spotkam,kiedy go spotkam i co najważniejsze-kim on dla mnie będzie.Czy to wszystko stało się przypadkowo?A może jednak powinnam uwierzyć w przeznaczenie?