poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Sorry :(

Przykro mi ale rozdział zostanie dodany dopiero po 7 maja z powodu wyjazdu :( Postaram się jak najszybciej . Obiecuję :)
~Hope

piątek, 27 kwietnia 2012

Rozdział VIII



MARGARET

8 dni później.
Wyjazd zbliżał się ku końcowi, a ja w ogóle nie byłam na to przygotowana.Chciałam tu zostać i spędzać czas z Harrym.Chociaż znamy się od niedawna myślę, że nasza 'przyjaźn' przetrwa.Choć on jest sławny i z każdym dniem staje sie jeszcze bardziej, nadal wierzę w to że znajdzie czas dla mnie - zwykłej dziewczyny.
- jesteś już gotowa? - spytał tata, zakładając buty.
- chwilkę! - szarpnełam marynarkę, która leżała na krześle i udałam się do przedpokoju w którym czekał już mój tata.Dzisiaj mieliśmy w planach spotkać się ze znajomymi taty.Nie miałam nic przeciwko, ponieważ polubiłam Sunshine i nie miałam nic przeciwko spędzania czasu z nią.Następnym plusem było to, że mój tata znów zaczął rozmawiać z innymi ludźmi.Od śmierci mamy stał się inny - cichy i mało towarzyski, ale mam nadzieję że już niedługo to sie skończy.Udaliśmy się do windy, a następnie zjechaliśmy na najniższe piętro hotelu.Celem naszego spotkania była mała kawiarenka tuż za rogiem.Dojście tam zajeło mniej niż 3 minuty.
- mogłeś mnie tak nie pospieszać tato, oni jeszcze nawet nie przyszli i zapewne jeszcze długo będziemy na nich czekać. - odparłam, rozglądając się po pomieszczeniu.Na ścianie znajdowało się wiele obrazów przedstawiających różne słodkości, a w powietrzu unosił się wspaniały zapach kawy.Po chwili podeszła do nas kelnerka.
- Czy mogę przyjąć zamówienie?
- eee.. tak.Ja poproszę średnią latte. - powiedziałam,przypatrując się karcie menu.Zerknęłam na tatę, on wciąż nie wiedział na co się zdecydować i błądził oczami po kartce.Jak zawsze... - a dla niego małą capuccino. - odparłam.Po chwili drobna, ciemnowłosa kobieta odeszła a ja usłyszałam ciche 'dziękuje' od mojego taty.Co on by bezemnie zrobił?
Po chwili zauważyłam w drzwiach Sunshine oraz jej rodziców.Lekko się uśmiechnełam, ale ich twarze nie były pogodne.Ruchem ręki pokazałam gdzie jesteśmy, a oni już po chwili znaleźli się przy naszym stoliku.Po 'czułym' przywitaniu, wszyscy usiedlismy.Mój tata tak samo jak ja odrazu wyczuł, że coś jest nie tak.Po usłyszeniu całej historii wszystko zrozumiałam.Siostra mojej koleżanki miała poważny wypadek i teraz znajduje sie w szpitalu.Objełam Sunshine, a ona po chwili załkała - tak bardzo się o nią martwię.
Nic nie powiedziałam tylko przytuliłam ją jeszcze mocniej.Po paru minutach rozmowy usłyszałam dźwięk sms dochodzący z mojej torby.Odczytałam :
''jesteś zajęta? jeśli nie, to może masz ochotę się spotkać? '' Adresatem tej wiadomości był Harry.Czy miałam ochotę? Oczywiście, że tak ale doszłam do wniosku, że było by to niegrzeczne z mojej strony zwłaszcza z powodu sytuacji która się teraz działa.Szybko odpisałam :
''niestety jestem trochę zajęta, może wieczorem.''Odłożyłam telefon i dalej trzymałam Sunshine w objęciach.Dziewczyna podniosła głowe i przeczesała ręką swoje czarne, długie włosy.Poprawił jej się humor z czego byłam bardzo zadowolona, ponieważ mogłam z nią spokojnie porozmawiać.Wyszło na jaw, że ona przyjaźni się z chłopakiem który należy do zespółu w którym jest także Harry.Jakiż ten świat mały!
- musimy się spotkać we czwórkę! - powiedziałam podekscytowana.
- świetny pomysł, ale myślę że teraz nie znajdę czasu.Większość dnia spędzam z rodzicami w szpitalu u siostry ale po powrocie do domu trzeba jak najszybciej zorganizować takie spotkanie - uśmiechneła się, odgarniając ręką włosy z czoła.Mineła dobra godzina, kiedy mama dziewczyny powiedziała, że muszę się już zbierać ponieważ jadą do sklepu aby kupić jedzenia dla jej siostry a następnie zawieść je do szpitala.Mają racje, jedzenia w szpitalu jest OBRZYDLIWE.Po pożegnaniu, wróciliśmy do pokoju.
- idziesz gdzieś czy zostajesz tu?bo ja chybę skorzytam z siłowni - odparł tata.
- nie wiem jeszcze.Myślę, że chwilę odpocznę a potem spotkam się z Harrym. - zdjełam buty, a następnie udałam się do łazienki gdzie umyłam zęby i związałam włosy w koczka.Słyszałam jak tata szedł do swojego pokoju a zaraz potem wyszedł, zatrzaskując drzwi.Włączyłam muzykę w iPodzie i po chwili zaczełam sprzątać w rytm piosenki ''call me maybe''.Moje biodra ruszały się raz w lewo, raz w prawo.. wskoczyłam na łóżku i zaczełam jeszcze bardziej szaleć, miałam zamiar je pościelić ale chyba rzadko robię to co powinnam.Nagle usłyszłam jak ktoś zaczął sie śmiać.Zdjełam słuchawki i odwróciłam się.O futryne opierał sie roześmiany Harry.O mój boże, ale wstyd.
- ej, nie śmiej się! - walnełam go poduszką, która leżała tuż przy mojej nodze.
- ał! - krzyknął
- oh... bolało? miało! - powiedziałam, zeskakując z łóżka.
- więc, to tym jesteś zajęta tak? - uśmiechnął się.
- niee! Dopiero przed chwilą wróciłam do domu, byłam ze znajomymi mojego taty oraz ich córką w kawiarni - powiedziałam, podnosząc jednocześnie poduszkę.
- a znajdziesz teraz trochę czasu dla mnie? - jego uśmiech był ZNIEWALAJĄCY.
- myślę, że tak. - poczułam jak moje poliki sie rumienią.
- no to chodź - wziął mnie za rękę.
- ale jak, gdzie?! przecież ja nie jestem ubrana! - pokazałam na swoje wymięte dresowe spodnie.
- no to szybko się przebieraj i chodź. - odparł i poszedł zaczekać na przedpokoju.Pokiwałam głową dla potwierdzenia.Wyjełam moje ulubione rurki, szary długi sweter, rozpuściłam włosy i rozczełam.Na koniec musnełam wargi błyszczykiem.
- gotowe. - wyszłam z pokoju i wsunełam na stopy moje kochane emu.

Szliśmy długim, wąskim korytarzem.
- czy możesz mi wreszcie powiedzieć gdzie idziemy? - zapytałam.
- niestety nie - wciąż patrzył przed siebie.
Harry stanął przed drzwiami.Otworzył je a następnie wskazał rękom abym weszła.Znajdowaliśmy się w nieznanym mi pokoju.Wszędzie znajdowały się małe świeczuszki dzięki którym w pomieszczeniu unosił się nieziemski zapach.Zrobiłam kolejne dwa kroki.Moim oczom ukazał się stolik na którym znajdowała się butelka wina oraz dwa talerze z jakąś potrawą.Na ścianie tuż obok kanapy wisiało mnóstwo kolorowych światełek które sprawiały, że wszystko wyglądało jeszcze ładniej.Zatkało mnie.Położył rękę na moim ramieniu.
- jak się podoba?
- Harry, jest wspaniale.Dziękuję - uściskałam go.Po chwili usiedliśmy przy stole, zjedliśmy przepyszny deser, rozmawialiśmy.Czy to można już nazwać RANDKĄ? Myślę, że tak po właśnie tak się czułam.. Jak na randce.
- może usiądziemy na kanapie? - zaproponował chłopak.
- jasne - wstałem z krzesłam i usiadłam na sofę.
Nastała niezręczna cisza.Zestresowana rozglądałam się po całym pokoju, obgryzając paznokcie.Chyba powinnam się tego oduczyć, a na pewno nie robić tego przy ludziach.Natychmiast przestałam.Poczułam rękę Harrego na moim policzku, przysunął się bliżej.Nagle poczułam jego wargi na moich, odwzajemniłam pocałunek.Nasze usta połączyły sie w jedną całość.Oddaliłam się.Spojrzałam w oczy Harrego uśmiechając się, odwzajemnił gest.Nasze wargi znów sie spotkały..

--------------------------------------------------------------------

ta da!
dziękuję za wszystkie komentarze, które znajdowały się pod ostatnim rozdziałem.Jesteście wspaniałe! Proszę nie przestawajcie komentować i czytać :)
Pozdrawiam xx
Destiny


poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Rozdział VII


SUNSHINE


Usłyszałam jak drzwi za mną się zatrzasnęły.Nie zważając na to że miałam buty na dość dużym obcasie zaczęłam biec w kierunku ulicy.Stanęłam na chodniku i rozejrzałam się.Właściwie to niewiedziałam w którym kierunku mam iść.Po prawej nic się nie działo za to po lewej stało wielkie zbiorowisko osób i wóz policyjny a także karetka.Odrazu wszystkie wątpliwości mnie opuściły i pobiegłam w lewą stronę.Gdy tylko się zbliżyłam zauważyłam grupkę policjantów dzwoniących do kogoś.Niektórzy odganiali tłum od ciemnego parawanu rozłożonego na ulicy.Nie miałam nawet siły spojrzeć w bok w strone parawanu zwłaszcza , że....
-Pani Sunshine?-podszedł do mnie jakiś młody chłopak w mundurze policjanta.Dałabym mu jakieś 20 lat o ile nie mniej.
-Tak-odmruknęłam bojąc się co za chwilę usłyszę.Wieści od policjantów nigdy nie były pozytywne.
-Całe szczęście żyje.Lekarze odnotowali jedynie uraz głowy.-zaczął mówić młodzieniec
-Ale co się stało?!W ogóle jak to się stało?!-mimo że wcześniej zachowywałam spokój tym razem trochę mnie poniosło.Zaczęłam krzyczeć na młodego chłopaka który chyba zbytnio nie wiedział co robić.
-Przechodziła przez ulicę i patrzyła się w telefon.Kierowca jej nie zauważył.Zahamował dość szybko dzięki czemu nie ma dużego urazu.Odrazu sprawdziliśmy dane na jej komórce-która jeszcze działała-i chcieliśmy skontaktować się z rodzicami ale nie odbierali a więc zadzwoniliśmy do ostatnio wybieranego numeru- ,,siostra".-chłopak wszystko mi wyjaśnił.
-A dlaczego nie do rodziców?-głos lekko mi drżał
-Odrazu po odkryciu tożsamości dziewczyny zaczęliśmy także dzwonić do jej prawnych opiekunów niestety ich telefony są wyłączone-powiedział.
Nawet wiedziałam czemu są wyłączone.Rodzice zawsze wyłączali komórki na takie imprezy od czasu kiedy w trakcie pogrzebu zadzwonił tacie telefon..... a on do tego jeszcze odebrał.
-A co z nią?!Zabiorą ją do szpitala?!-mój głos przypominał piszczenie psa.Chyba tylko zwierzęta mnie teraz rozumiały.
-Tak ale spokojnie.Wszystko jest w porządku tylko lekki uraz głowy.Zabierzemy teraz panią do szpitala a następnie jak najszybciej zawiadomimy rodziców.-powiedział młodzieniec

***

Dźwięk moich obcasów odbijał się echem po szpitalnym korytarzu.Chodziłam w kółko często skręcając i czekając w międzyczasie nad informacje od lekarzy.Byłam strasznie zdenerwowana całą tą sytuacją.Moja siostra miała wypadek..... to poprostu nie do przyjęcia.Do tego przechodząc przez pasy patrzyła się w telefon i pisała do mnie....więc to teoretycznie też moja wina.Całe szczęście że nic bardzo wielkiego jej się nie stało bo nigdy bym sobie tego nie wybaczyła....nawet jeśli to nie moja wina.
-Pani Sunshine?-usłyszałam opanowany głos doktora.Stukot moich butów momentalnie ucichł.Odwróciłam się w stronę lekarza.
-I jak z nią? W porządku? Mogę do niej wejść? Jest przytomna?-zadawałam pytania po kolei nie zważając na ich ilość
-Wszystko w porządku.Mały uraz głowy więc ma poprostu bandaż.Zrobiliśmy badania na urazy wewnętrzne i wyszła z tego zaskakująco dobrze.Aktualnie jest przytomna i można ją odwiedzić....Jeszcze nie udało nam skontaktować się z rodzicami więc lepiej jak pani z nią zostanie.-zdziwiłam się że lekarz swoim opanowanym głosem odpowiedział na wszystkie moje pytania w jednej wypowiedzi.Pokazał mi salę i kazał mi usiąść obok nakrytego białą pościelą łóżka.
-Cześć Joyce-uśmiechnęłam się.
-Cześć-moja siostra także posłała mi uśmiech.Mimo tego że przedchwilą przeżyła najprawdopodobniej najstraszniejszą chwilę swojego życia-jak zawsze była uśmiechnięta.Jej brązowe loki były w lekkim nieładze a głowe przepasała biała opaska ale mimo to była jak zawsze pogodna.
-Jak się czujesz?-zadałam podstawowe pytanie
-Przed chwilą miałam wypadek samochodowy ale pozatym to dobrze, a ty?-nienawidzę sarkastycznych uwag.
-Przed chwilą denerwowałam się o moją siostrę która była na tyle głupia aby wpaść pod samochód.-odmruknęłam z ironią w głosie.Nagle naszą sarkastyczną konwersacje przerwał dźwięk telefonu Joyce.Spojrzałam się na wyświetlacz.
,,Siostra"....
Słucham?!Przecież jestem tutaj ..... i wcale nie dzwonię do Joyce.A z tego co wiem posiada ona tylko 1 siostrę.Z niedowierzaniem spojrzałam jeszcze raz na ekran telefonu.Po raz kolejny zobaczyłam wielki napis ,,siostra".Joyce już sięgała ręką po telefon.
-Nie!!-syknęłam.Joy położyła telefon spowrotem na szafce jakby ją poparzył.
-A o co chodzi ?-spytała
Właściwie to już niewiedziałam sama o co chodzi.Ale nie miałam totalnie pojęcia gdzie był mój telefon a to że ktoś z niego dzwoni sprawia że sprawa jest przerażająca.Aż nagle mnie oświeciło.
-Chyba zostawiłam telefon u Euphori...-mruknęłam.Ale to nadal nie wyjaśniało kto na niego dzwonił.Musiałam sobie przypomnieć gdzie.Chwileczkę najpierw esemesowałam w sali jadalnianej a potem w przedpokoju....
-Cholera-mruknęłam.Telefon zostawiłam na stoliku z lampą w przedpokoju.A kto mógł dzwonić?To było oczywiste....Nagle znowu usłyszałyśmy dzwonek telefonu Joyce.
-Nie odbieraj!-prawie krzyknęłam
-Dlaczego?-spytała Joyce
-Bo to...-zawahałam się przez chwilę.Ona chyba go nie zna-to kolega Matthew!-
Wszelkie środki ostrożności należało zachować.Joyce popatrzyła się na mnie przez chwilę z lekką pogardą.Nagle wpadłam na genialny pomysł....a raczej wtedy mi się tak wydawało.
-Trzymaj!Udawaj mnie i powiedz że nie potrzebujesz telefonu.-rzuciłam Joyce słuchawkę.Dzięki temu nei będe musiała się spotykać z Louisem i obędzie się bez krępujących momentów.Joyce złapała komórkę i odebrała połączenie.
-Halo?Tu Sunshine-Joyce nawet nie zawahała się przez chwilę.Zapadła cisza ponieważ Joyce słuchała swojego rozmówcy.
-Tak możemy się spotkać dzisiaj....tak o 19....-Joyce kontynuuowała rozmowę.Gdy tylko to usłyszałam nagle zapragnęłam odgryźć jej głowę.....Ktoś by zauważył?Zaczęłam pokazywać jej na migi aby się zamknęła.-Tak możemy tam.-Joyce złośliwie się uśmiechnęła.-Do widzenia!-Nacisnęła guzik i zakończyła rozmowę.Przez chwilę się zastanawiałam czy rzucić się na nią teraz czy później.Teraz niezbyt mi się chciało więc wybrałam opcję numer 2.
-Co do jasnej cholery powiedziałaś?-zagryzłam zęby i już miałam zacząć krzyczeć ale niezdążyłam....
-JOYCE!-usłyszałyśmy krzyki z korytarza.Nagle do sali wparowała krzycząca mama z przerażeniem na twarzy i podobnie wyglądający tata.Rzucili się na Joyce i zaczęli ją przytulać.
-Boże kochany , co ci się stało? Nie było nas tylko 2 godziny a ty wpadasz pod samochód?!-mama zaczęła swoje podstawowe kazanie super przewrażliwionej mamusi.
-To może ja już wrócę do hotelu-mruknęłam.Rodzice nie protestowali bo zajęli się Joyce więc sobie po cichu wyszłam.

***

Wyjęłam kartę ze spodni i wsunęłam ją w zamek a drzwi lekko się otworzyły i weszłam do środka zamykając jej za sobą.Jak zawsze w moim i Joyce pokoju wszędzie leżały ciuchy i kosmetyki.Westchnęłam i podeszłam do szafy.Musiałam wybrać jakąś sukienkę.Nawet jeśli wieczór nie zapowiadał się ,,super" to i tak mam zamiar wyglądać fajnie.

czwartek, 12 kwietnia 2012

Rozdział VI



MARGARET

Moim oczom ukazał się wysoki mulat.
- ee , jest może Harry? - spytałam wciąż wpatrując się w czekoladowe oczy chłopaka.
- tak , wchodź. - odparł po czym pokierował mnie do pokoju w którym leżał osobnik którego szukałam.
- cześć. - uśmiechnełam się
- oo , margaret! jak tam? - spytał brunet wciąż leżąc na łóżku.
- w sumie nic ciekawego , chciałam cię odwiedzić ponieważ mój tata spotkał się ze znajomymi a ja nie chciałam siedzieć sama w pokoju. - odparłam
- nie ma sprawy , możesz przychodzić kiedy tylko chcesz - powiedział po czym zalotnie się do mnie uśmiechnął.
Po chwili usłyszałam głos mulata który wciąż stał przy ścianie. - no to ja się już będę zbierał , cześć.
- pa. - odpowiedzieliśmy równo z Harrrym.
- to co chcesz robić? może pójdziemy na basen? - spytał Loczek.
- tak średnio mi sie chce pływać , wolałabym posiedzieć w pokoju i obejrzeć wspólnie jakiś film. - odparłam.
- nie ma sprawy. - powiedział po czym podniósł się z łóżka i udał się do szafki gdzie znajdowały się filmy.
- komedia romantyczna czy horror? - zapytał pokazując mi dwie płyty.
- horror - od zawsze uwielbiałam horrory..
Chłopak szybkim ruchem włożył płytę dvd a następnie usiadł na łóżku.Zachęcającym ruchem ręki poprosił mnie żebym usiadła obok niego.W połowie filmu zaczynało się robić troche przerażająco i zaczełam się bać , myślę że Harry to wyczuł bo objął mnie swoim ramieniem co odrazu sprawiło że strach uciekł.Po ukończeniu filmu , rozmawialiśmy jeszcze przez jakiś czas i wkońcu padło pytanie.
- kto to był ten chłopak? - spytałam.
- to.. ee.. to był mój kolega - powiedział rozglądając się po całym pokoju, zobaczyłam że się stresuje.
- czemu jesteś taki zdenerwowany? - zadał mu kolejne pytanie.
- chyba muszę ci coś powiedzieć.. - odparł po czym wziął głęboki oddech.
- tak naprawdę nie jestem tu z tatą , przyjechałem tu razem z moim zespołem One Direction , a chłopak który tu był to Zayn , jeden z jego członków.Pozostała trójka też znajduje się w tym hotelu tylko w innych pokojach.Przyjechaliśmy tu żeby trochę odpocząć.
- aha, ale czemu nie powiedziałeś mi tego od razu? - spytałam lekko zszokowana wiadomością którą przed chwilą usłyszałam.
- ponieważ nie chciałem żeby ktokolwiek wiedział, że jesteśmy tu na wakacjach.Wiesz, fanki jednak są czasem denerwujące. - oznajmił.
- a uważasz , że bym komuś powiedziała? - zapytałam.
- nie wiem.. odkąd staliśmy się sławni nie ufam już ludziom tak jak kiedyś. - odparł.
- mi możesz zaufać , nikomu o was nie powiem.Masz to jak w banku, bez stresu możecie odpoczywać. - uśmiechnełam się do niego po czym on odwzajemnił mój gest.
- dziękuję - szepnął mi do ucha, przytulając mnie.Naprawdę nie chciałam go puszczać, mogłabym być w niego wtulona parenaście godzin a i tak by mi się to nie znudziło.Dlaczego on tak na mnie działa? Rozmawialiśmy jeszcze przez jakiś czas.Spojrzałam na zegarek który wskazywał godzinę 23.45.No to ładnie.. mój tata na pewno już wrócił i teraz zastanawia się gdzie jestem.
- chyba powinnam się już zbierać. - odparłam, podnosząc się z łóżka.
- jeśli musisz - powiedział patrząc na mnie tymi swoim nieziemskimi zielonymi oczami.
- tak Harry , muszę. - zaśmiałam się.Pożegnaliśmy się po czym po cichu weszłam do swojego pokoju.Może tata już śpi? Niestety nie.Siedział w salonie z miną która zapowiadała coś zdecydowanie niedobrego.
- gdzieś ty byłaś?! - spytał z lekko podniesionym głosem.
- w pokoju obok, u Harrego. - odpowiedziałam.
-  o tej godzinie?!
- przecież są ferie, nic sie nie stało.Uspokój się. - odparłam
- to ma się nigdy więcej nie powtórzyć - powiedział po czym udał się do swojego pokoju.Wykonałam tą samą czynność, a następnie poszłam do łazienki gdzie wziełam szybki prysznic.Szybko wskoczyłam do łożka gdzie przykryłam się kołdrą i momentalnie zasnęłam.


-----------------------------------------------------------------------------------------

taki trochę bardzo beznadziejny no ale ok.. taki mały szantaż.
7 komentarzy - nowy rozdział , zrobicie to dla mnie? :)
pewnie , nie więc jak znam życie następny rozdział się już nie pojawi no ale ok.. xd
ZAPRASZAM DO CZYTANIA I KOMENTOWANIA! :) XXX

wtorek, 10 kwietnia 2012

Rozdział V

SUNSHINE


                                                                              
Zagryzłam wargę.Jak można piszczeć tak głośno?To przecież dużo decybeli ponad skalę głosu ludzkiego.Patrzyłam na Euphorię i jej koleżanki piszczące głośno na widok ich ulubionego zespołu.Tylko patrzyłam ponieważ moje bębenki już chyba pękły.Spojrzałam się jeszcze raz na scenę gdzie nadal stało pięcioro chłopaków.Ciągle z niedowierzaniem patrzyłam się na tego w pasiastej bluzce.Wszystko nagle stało się jasne...no może nie wszystko ale w każdym razie rozmowa Matthew z Louisem w barze.Ciekawe na ile ten zespół jest sławny.Na skalę krajową?A może światową?Chyba światową biorąc pod uwagę że Euphoria zaprosiła ich na urodziny.A ona nie zaprasza jak to ona mówi ,,byle kogo"(czyli kogoś kto nie jest sławny).Euphoria zawsze zapraszała zespoły których piosenki świeciły na szczytach list przebojów.Ale dlaczego nigdy o tym zespole nie słyszałam?Co prawda nie interesowały mnie najnowsi gwiazdorzy których paparazzi gonią na każdym kroku ale moja koleżanka non stop pokazywała mi jakieś zespoły złożone z właśnie takich ludzi.Chociaż....może juz kiedyś słyszałam o tym zespole a poprostu nie pamiętam?Wpatrywałam się w Louisa i pozostałych chłopaków nieskutecznie szukając sobie ich nazwę w głowie.
-No to zaczynamy-powiedział jeden z nich o brązowych lokach.Euphoria i jej kumpelki natychmiast ucichły a z głośników zaczęła lecieć melodia.Kojarzyłam ją z radia.Zdziwiło mnie że Euphorii udało się zaprosić na urodziny zespół którego piosenki są na szycie Top dwudziestki w radiu.Zazwyczaj tacy ludzie są rozchwytywani do wywiadów,koncertów i różnych innych wydarzeń.A urodziny zwykłej 16 latki?To raczej nie jest coś co przyniesię im dużą sławę.Może jedynie okrągłą sumę na koncie.Wsłuchałam się w piosenkę śpiewaną przez boysband.Melodia była dźwięczna a słowa miały sens.Całe szczęście nie był to jeden z zespołów których piosenki nie miały totalnie sensu i rytmu.Gdy pierwsza piosenka się zakończyła chłopcy mieli chwile odpoczynku po czym zaśpiewali kolejną i kolejną...

***

Brawa wypełniły całą salę jadalnianą.Chłopcy zagrali z 7 piosenek i wszystkie były nagradzane gromkimi brawami.Ostatnia najbardziej.A nazywała się-jak wywnioskowałam z refrenu-,,One Thing" albo ,,You've got that one thing" nie byłam pewna.Zgadywanki nigdy nie były moją dobrą stroną.Światła powoli zaczęły się zapalać co było nie lekkim szokiem dla naszych oczu.Chłopcy na scenie zasłonili oczy rękami aż przywykły one do jaskrawego światła po czym przyjrzeli się widzom.Najpierw popatrzyli się na piszczącą Euphorie i jej koleżanki po czym przebiegli wzrokiem po reszcie widowni.Wzrok Louisa zatrzymał się na mnie.Przypatrywał mi się jakby mnie skądś znał ale niezbyt pamiętał skąd...po czym zrobił zdziwioną minę i spanikowany schował się za chłopaka o ciemniejszej cerze.Co prawda byłam w lekkim szoku że rozmawiałam z piosenkarzem, ale na ten widok zachciało mi się śmiać.Widziałam go przez cały występ a on myślał że jak się schowa to go nie zauważę.Chłopak za którym ukrywał się Louis odsunął się i ze zdziwieniem popatrzył się na Lou.Euphoria i jej koleżanki nie zważając na speszenie chłopaka zaczęły wdrapywać się po schodkach przepychając się aby zdobyć autografy wymarzonych idoli.Na całą sytuację patrzyłam z lekkim rozbawieniem.
-Możemy już iść?-usłyszałam szeptanie do ucha.Spojrzałam się na Joyce i mruknęłam że tak.Koniec przedstawienia.Wstałyśmy i poszłyśmy do drzwi aby Euphoria nas nie zauważyła.Skradanie się uważałam jednak za zbędne ponieważ i tak była zajęta zachwycaniem się boys bandem.Gdy już wychodziłam obejrzałam się za sobą czy Joyce za mną idzie.Nie było to zbyt owocne w skutkach...
-AUĆ!-krzyknęła osoba na którą wpadłam.Przetarłam ręką miejsce zderzenia i spojrzałam się na osobę którą wpadłam.Wysoki chłopak o ciemnych włosach.
-Cześć Matthew-uśmiechnęłam się nie dając po sobie poznać że odkryłam jego sekret...a właściwie sekret jego sławnego brata ale to szczegół.Matthew popatrzył na mnie podejrzanie.
-Cześć Sunshine....co ty tu robisz?-zapytał 
-Jestem na urodzinach kuzynki-odparłam.Ciekawe czy się domyśli.
Chyba się domyślił ponieważ momentalnie krew odeszła mu z twarzy i zrobił się równie blady jak śnieg na stoku.Jak można ukrywać sławnego brata przez tyle czasu?
-Aha.... fajnie było?-zapytał udając opanowanie
-Taak....był nawet koncert-uśmiechnęłam się.Wiem że byłam okropna i że Matthew w każdej chwili mógł paść przedemną na zawał serca ale niech ma za swoje.Trzebabyło tego nie ukrywać.
-A kto grał?-zapytał próbując aby zabrzmiało to obojętnie.
-A taki 5 osobowy boysband-odparłam
-Znałaś któregoś z nich?-spytał próbując zorientować się czy domyślam się prawdy.Niestety Matthew.Ja nie jestem głupia.
-Tylko jednego kojarzę-uśmiechnęłam się szyderczo
-Idziemy już?-mruknęła Joyce łapiąc mnie za rękaw
-Taaak....-westchnęłam.Nie mogłam już męczyć tego kłamcy.A szkoda.
-Pa Matthew-machnęłam mu ręką i zostawiłam oniemiałego.Oczywiście nie miałam zamiaru rozgłaszać tego w szkole...to nie była moja sprawa.Ale kłamstwo to najgorsza rzecz.Co prawda nigdy nie powiedział ,,nie mam sławnego brata" ale chodzi o samo ukrywanie ważnej prawdy.Nawet nie chodzi o to że mnie okłamał przecież i tak z nim nie rozmawiałam.Ale mogłabym dać sobie głowę uciąć że okłamał najlepszych przyjaciół i przyjaciółki.Joyce i ja poszłyśmy w stronę przedpokoju.Usiadłam sobie na jednym z foteli a Joyce zaczęła się ubierać.
-Nie idziesz?-zapytała ze zdziwieniem.
-Jak?Przecież nie wiemy kiedy rodzice wyjdą.-mruknęłam-możesz iść ale potem wrócisz i się zmienimy.Jakby co powiem że jesteś w łazience czy coś...-
Joyce nawet nie odpowiedziała.Chwyciła płaszcz i wyszła.Spodziewałam się że nawet nie wróci i do końca imprezy będe musiała tu siedzieć sama.
-Hahahaha-usłyszałam jakiś śmiech ludzi kierujących się w stronę przedpokoju.No....może jednak nie będe siedzieć zupełnie sama.
-Myślisz że będą nas gonić?-powiedziała jedna z osób.Z głosu wywnioskowałam że jakiś chłopak.
-Przecież już dostały autografy-powiedział jakiś drugi głos.W jednej chwili 4 osoby weszły do przedpokoju.Byli to oczywiście chłopacy ze sceny.Wszyscy patrzyli się na mnie zdziwieniem.
-Nie rozdajemy już autografów-powiedział ten w kręconych włosach
-Przecież nie proszę o autograf-powiedziałam.Chłopacy wydawali się jeszcze bardziej zdziwieni.
-Ej , Liam gdzie moja....?-do pomieszczenia weszła jeszcze jedna osoba.Na mój widok przerwała zdanie i wpatrywała się we mnie.Tak....to był Louis.
-Cześć-powiedział.Głos lekko mu drżał.
-Cześć-uśmiechnęłam się
-znasz ją?-zapytał chłopak z blond włosami
-eee....tak..-odparł Louis lekko zmieszany
-To może byś nam ją przedstawił.......-chłopak z blond włosami ciągnął dalej.Louis chyba niezbyt wiedział co robić.
-Chłopaki to Sunshine , znajoma.....mojego brata.Sunshine to Harry,Liam,Zayn i Niall-
Każdy z chłopaków podał mi ręke i powiedział cześć.
-Emmm....chłopaki?Moglibyście zostawić mnie i Sunshine....samych?Na minutę?-prośba Louisa mnie zdziwiła.Chłopcy posłusznie wyszli z przedpokoju i zostawili mnie samą z Louisem.
-A więc.....Sun....Mogę cię nazywać Sun?-skinęłam głową-Jak prawdopodobnie się domyśliłaś nikt w twojej szkole nie wie o tym że jestem bratem Matthew...Oboje wolimy aby tak pozostało.Więc chciałbym abyś tego nikomu nie mówi...-
Louisowi przerwał dzwonek mojego telefonu.Pospiesznie wyciągnęłam komórkę z kurtki.Na wyświetlaczu pojawił się wielki napis ,,Joy" .
-Pszepraszam muszę odebrać-mruknęłam
-Halo?....ale.....Jakto?!....Ale przecież.....Dobrze.....Zaraz tam będe....-nie miałam czasu na dalszą rozmowę z Louisem.Położyłam telefon na szafce po czym szybko włożyłam na siebie płaszcz.
-Pszepraszam-powiedziałam i szybko wybiegłam z domu Euphorii.