czwartek, 15 marca 2012

Rozdział I

SUNSHINE

Nigdy nie chciałam nauczyć się jeździć na nartach.Zawsze wydawało się to nudne i trochę niebezpieczne.Nie wiem więc jak moim rodzicom udało się w ferie zaciągnąć mnie w góry gdzie mieliśmy spędzić 2 tygodnie a według taty musiałam nauczyć się także jeździć na nartach.Chciałam odmówić jednak dałam się wkońcu przekonać.Teraz doszłam do wniosku że mogłam powiedzieć ,,nie" ale stałam już wtedy na górze stoku z przypiętymi nartami i przerażeniem na twarzy-a więc odwrotu nie było.Porozglądałam się jeszcze raz po górze.Z dołu wyglądała na mniej stromą i nie widziałam że na górce jest aż tylu ludzi na których mogłabym wpaść.
-No, Sunny jedziesz?-usłyszałam krzyk taty który zatrzymał się obok mnie.Nienawidziłam skrótu od mojego imienia którego tata używał-Sunny.Miałam na imię Sunshine a więc można było mnie nazywać pełnym imieniem albo po prostu Sun ale napewno nie Sunny.Kiedy tak do mnie mówił czułam się jak malutka dziewczynka w pieluszce z grzechotką w ręce.
-Nie tato wolę wrócić na dół.-mruknęłam.Wiem że brzmiałam w tym momencie jak tchórz ale strach to wkońcu ludzka rzecz.
-Sunny!Zrozum że już wjechałaś i stąd nie zejdziesz póki nie zjedziesz.No dalej pomogę ci.Patrz tak się hamuje.-powiedział tata i zjechał jakiś metr w dół i zatrzymał się.-Spróbuj tak samo.-
-Przykro mi tato ale hamowanie wykracza poza moje możliwości podobnie jak jazda-powiedziałam i nadal jak kamień stałam na górze nie zamierzając zjechać.Stałam na krawędzi zjazdu więc musiałam coś wykombinować aby stąd zejść bez potłuczenia się lub zabicia.Nagle jednak jakiś snowboardzista wjechał na mnie z tyłu popychając mnie tym samym prosto na początek zjazdu.Narty oczywiście nabrały prędkości i zaczęłam jechać na krechę.Oczywiście pierwsze co zrobiłam zamiast racjonalnie pomyśleć i się przewrócić to zaczęłam piszczeć.Jechałam coraz szybciej i miałam wrażenie że zaraz moje całe życie stanie mi przed oczami.Wkońcu byłam coraz bliżej rychłej śmierci.I nagle tak jadąc z prędkością światła na coś wpadłam.To coś nie było słupem ponieważ upadło i stęknęło.Popatrzyłam na coś na czym leżałam a właściwie na kogoś.Był to chłopak ubrany w kombinezon narciarski,kask,gogle i oczywiście narty.Szybko wstałam i jak najszybciej odpięłam te przeklęte narty.Człowiek na którego wpadłam zaczął podnosić się z śniegu.
-Pszepraszam!-zaczęłam go pszepraszać i tłumaczyć czemu na niego wpadłam.Narciarz szybko się podniósł jednak cały był ośnieżony i nie mogłam zobaczyć jego twarzy.
-Nic się nie stało...Jeszcze żyję.-chłopak strzepał z siebie śnieg i wreszcie ujrzałam jego twarz.Miał ciemne kasztanowe włosy i jasnobrązowe włosy.Skądś mi się kojarzył....
-Sunshine?-zapytał wpatrując się we mnie
-Oooo,Matthew?-zapytałam jakbym wcześniej go nie poznała.Ale poznałam.Matthew chodził do mojej szkoły do równoległej klasy.Kiedyś jeszcze w 1 klasie liceum podwinął mi spódnicę od mundurku przed całą szkołą więc raczej za nim nie przepadałam.
-Też lubisz jeździć na nartach ?-zapytał podnosząc kijki z ziemii.
-Eeee.... cyce
-A od jak dawna jeździsz?-zapytał.Chwilę zastanawiałam się nad odpowiedzią.Matthew pewnie pomyślał że liczę ile to już lat ale tak naprawdę wymyślałam jakieś dobre kłamstwo które nie zachęciłoby go do zadawania pytań.
-Od niedawna-odpowiedziałam po krótkim namyśle.
-Ale zimno nieprawdaż?-zapytał Matthew-Masz ochotę na gorącą czekoladę?Obok stoku zaraz jest bar.-
Odrazu się zgodziłam.Nie miało dla mnie to znaczenia że zaprosił mnie chłopak którego szczerze nienawidzę ponieważ zrobiłabym w tej chwili wszystko aby uwolnić od tych przeklętych nart.Wzięłam moje narty i razem skierowaliśmy się do baru który wskazał Matthew.Było tam ciepło więc oboje zdjęliśmy kurtki i usiedliśmy przy stoliku w rogu.Kiedy podeszła do nas kelnerka Matthew zamówił dwie czekolady które po kilku minutach już wylądowały na naszym stoliku.Rozmawiałam z nim raczej na neutralne tematy takie jak pogoda czy jazda na nartach(o jeździe właściwie mówił tylko on).Nie miałam zamiaru poruszać tematu pierwszej klasy i ,,wpadki" z spódnicą.To było dawno i nie prawda...A właściwie to prawda ponieważ przez następny semestr wszyscy się ze mnie wyśmiewali.Ale i tak nie chciałam poruszać tego tematu.Całkiem dobrze nam się gadało.Mimo że był moim największym wrogiem którego w pierwszej klasie chętnie bym poćwiartowała-był miły.
-Waw.Siedzimy tu już 3 godziny-oznajmiłam pijąc trzeci kubek czekolady.-Ciekawe czy ktoś już ukradł nam narty- 
To by była wielka strata...A właściwie to nie.Niech je diabli biorą.Matthew się roześmiał.
-Tu nigdy nie kradną nart.Przyjeżdżam tu od 6 lat-powiedział
-Czemu akurat tu?-zapytałam
-Eee...mój brat zawsze wybiera to miejsce.Uważa że tu są najlepsze bary z gorącą czekoladą i najfajniejsze hotele-odpowiedział i wypił do końca 3 kubek gorącej czekolady.
-Oo nie wiedziałam że masz brata-nie wiem dlaczego to powiedziałam.Skąd niby miałam wiedzieć że go ma skoro nigdy z nim nie rozmawiałam?
-Taa...mam brata i siostrę.Lauren i...-Matthew nie dokończył
-I??-zapytałam
-Nie ważne.A ty masz jakieś rodzeństwo?-zakończył szybko temat
-Tak mam 2 siostry Candice i Joyce.Candice ma 22 lata a Joyce 14-odpowiedziałam
-Uuu...pamiętam jak Lauren tyle miała.Bunt nastoletni jest okropny.Jak miałem 14 to taki nie byłem-powiedział Matt
-A ja byłam okropna.Raz tak trzasnęłam drzwiami że wyleciała z nich szyba-rzekłam
-To jeszcze nic,Lauren raz...-Matthew zaczął coś opowiadać ale nie zdąrzył dokończyć ponieważ ktoś się do nas przysiadł.
-Przedstawisz mnie Matthew?-był to opalony <mimo zimy> chłopak <na oko ok. 20 lat> miał potargane brązowe włosy,niebieskie oczy i T-shirt w paski.Matthew zamiast mi go przedstawić patrzył się na niego przerażony.Chłopak  wzruszył ramionami
-Nie to nie-następnie wyciągnął do mnie ręke-Jestem Louis-uśmiechnął się do mnie.Uścisnęłam jego ręke.
-Cześć,jestem Sunshine.-także się uśmiechnęłam.Matthew teraz na mnie spojrzał się ze zdziwieniem.
-Co?-zapytałam
-Nic-odparł.
-Kim jest twoja przyjaciółka?-zapytał Louis
-Koleżanka ze szkoły.-mruknął Matthew wpatrując się w pusty kubek.Louis zrobił minę jakby sobie coś przypomniał.
-Aaa! To ta Sunshine której w pierwszej klasie podniosłeś sukienkę?-Lou  się lekko zaśmiał.Zrobiłam się czerwona.On o tym wiedział?
-Taa...-odparł Matthew.Lou chyba zauważył że to drażliwy temat.
-Jeździsz na nartach Sunshine?-zapytał mnie.
-Emmm... można tak powiedzieć-trochę się zmieszałam-nie najlepiej ale radzę sobie.I możesz mówić do mnie Sun.A ty jeździsz na nartach?-
-Tak uwielbiam to.Ale za rok mam zamiar nauczyć się na snowboardzie.Moi koledzy z...-na chwilę przerwał jakby szukał właściwego słowa-szkoły jeżdzą na snowboardach.-
-Nie boisz się że się połamiesz?-uśmiechnęłam się.
-Na nartach już się 2 razy połamałem-też się uśmiechnął.
-Uu... co złamałeś?-zapytałam.Louis już miał zamiar odpowiedzieć ale Matthew mu przerwał.
-Raz ręke raz nogę.Chodź Louis musimy już iść-zanim chłopak zdążył mu odpowiedzieć Matthew wstał i pociągnął go za ręke.
-Pszepraszam za brata jest trochę porywczy-Louis uśmiechnął się mimo że jego brat właśnie prawie zwalił go z krzesła.-Fajnie się gadało.Do zobaczenia!-
Pomachałam mu i wstałam.Powinnam wziąść narty i pójść do taty.Może skłamię o tym że kilka razy zjechałam.Popatrzyłam za Louisem i Matthew którzy pokierowali się w kierunku drzwi ale nie wyszli tylko stanęli i zaczęli się o coś sprzeczać.Wzięłam kurtkę z wieszaka i wyszłam.Moje narty całe szczęście jeszcze były.Podeszłam do stojaka i próbowałam jakoś je podnieść co było trudne biorąc pod uwagę że były ciężkie i jeszcze się od siebie odczepiały.Siłując się z nartami usłyszałam czyjeś krzyki.
-...i tak masz szczęście że cię nie poznała!-rozpoznałam głos Matthew.Dochodził on zza okna które było zaraz obok.Przestałam na chwilę siłować się z nartami i zaczęłam nasłuchiwać.
-Uspokój się.Chyba nawet nas nie zna-odparła druga osoba prawdopodobnie Louis-A nawet jeśli to co?
-Ona nie może się dowiedzieć!Nikt z mojej szkoły nie może się dowiedzieć.Wiesz jak potem będzie?-Matthew nadal krzyczał
-Rany,spokojnie.Ona nie poznała mnie ani po imieniu ani po wyglądzie więc sądze że już mnie nie pozna.Prawdopodobnie nigdy o nas nie słyszała.Co ci przeszkadza jak jeszcze z nią pogadam?-mruknął Louis
-Oby, bo jak nie to...-nie usłyszałam dalszej części zdania ponieważ moje narty się przewróciły.Szybko wstałam i je zabrałam aby nie wyszło na jaw że podsłuchiwałam.Ich rozmowa była jakaś...dziwna.Nic z niej nie wynikało.Chyba chodziło o jakiś sekret Louisa o którym nikt nikt nie mógł się dowiedzieć bo inaczej.... a zresztą nieważne.I tak prawdopodobnie już nie spotkam Louisa a z Matthew w szkole nie będe rozmawiać.Szybko pobiegłam do rodziców i poszliśmy na obiad.Nie myślałam już więcej ani o Matthew ani o tej dziwnej rozmowie.Muszę się jednak przyznać że trochę myślałam o Louisie.
--------------------------------------------------------
Trochę przydługi wiem xD Rozdziały będą się ukazywały co 3-4 dni . Na przemian pisane przezemnie i Destiny . Będziemy pisały 2 inne historie-Ja o Louisie a Destiny-o Harrym.A więc miłego czytania ! :)
~Hope

3 komentarze:

  1. haha! jakie ksywki! :D
    ale tak to to fajne no ale długie!
    a więc czekam na następny rozdział. :)
    Jula. <333

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne to . ♥ Możesz mnie powiadamiać jak będą notki o Lou ? tt @Lolcia595_1D . dzięki.

    OdpowiedzUsuń