SUNSHINE
Kolejny kłąb zimnej pary wydobył się z moich ust.Nie ma to jak stać godzinę na mrozie.Mój tata oczywiście nie zauważył tego że zamarzam i nadal w najlepsze rozmawiał sobie z kolegą przez telefon.Popatrzyłam na moje buty aby sprawdzić czy aby nie przymarzłam do ziemi.Całe szczęście okazało się że nie ale już mało brakuje.
-Tato!-krzyknęłam.Mój tata popatrzył na mnie z skwaszoną miną i wkońcu powiedział swojemu kumplowi że musi kończyć.Dzięki ci Boże!Poprawiłam czapkę otrzepałam buty ze śniegu i wreszcie weszliśmy do restauracji.Tata postanowił że nie kulturalnie jest rozmawiać w restauracji przez telefon więc razem z mamą i Joyce musiałyśmy razem z nim czekać na dworze ponieważ bez rezerwacji nie mogli nas wpuścić.A jakby wpuścili tylko mnie,Joy i mamę tata musiałby zostać na dworze.I dobrze.Może wtedy czułabym palce u nóg.Kiedy wkońcu trafiliśmy do środka ciepło uderzyło mnie w twarz.W restauracji było cieplutko i miło.Zdjęliśmy kurtki,szaliki i czapki a następnie jakiś nadęty mężczyzna w garniturze poprowadził nas do stolika.Wieczór nie zapowiadał się zbyt ciekawie,cały pewnie spędze na przysłuchiwaniu się rozmowom rodziców z ich znajomymi,zjem trochę i wrócimy do domu.Pomyśleć że mogłam ten czas korzystniej spędzić przed ekranem laptopa.Joyce też nie wyglądała na zadowoloną z dzisiejszych planów na wieczór.
-Mamo,po co my tu w ogóle przyszliśmy?-mruknęła siadając na swoim krześle nakrytym atłasową osłonką.
-Żeby się spotkać z naszymi znajomymi.Nie zaszkodzi ci wieczór bez komputera.-odpowiedziała mama.Ja i Joyce usiadłyśmy naprzeciwko rodziców i wszyscy zaczęliśmy się wpatrywać w nasze karty dań.Ja ze swojej nic nie rozumiałam.Taka rada:Nie umiesz włoskiego-nie idź do włoskiej restauracji.Po chwili podszedł do nas kelner szczerząc się i pytając co zamawiamy.
-To co sobie życzycie?-zapytał nas tata
-Ja poproszę raviolli z makaronem z sałatką-mama się uśmiechnęła
-Dla mnie Terrtille-powiedziała Joy która uczyła się włoskiego
-Ja poproszę pastę z pomidorów z 3 typami makaronu-rzekł tata
Wszyscy wyczekująco popatrzyli na mnie.
-Dla mnie spaggetti-mruknęłam oddając kelnerowi kartę dań a on odszedł.Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy aż mama krzyknęła
-Marcus!-obejrzałam się za siebie.Szedł do nas kolega taty i jego córka.Nie wysoka,drobnej budowy z włosami związanymi w kucyka.Pan Marcus i jego córka podeszli do naszego stolika i usiedli koło nas.Dorośli od razu zaczęli rozmawiać my za to siedziałyśmy w ciszy czekając aż któraś z nas się przedstawi.
-Cześć,jestem Margaret-powiedziała nieznajoma dziewczyna podając mi ręke.
-Sunshine-odparłam uśmiechając się i ściskając jej ręke.-To moja siostra Joyce.-
-Masz bardzo rzadkie imię-zauważyła Margaret studiując kartę dań podaną jej przed chwilą przez kelnera.
-Nienawidzę go.-mruknęłam
-Mi się podoba-uśmiechnęła się Margaret-Poproszę makaron z sosem napoleońskim-dodała zwracając się tym razem do kelnera.
-Jest beznadziejne.A zwłaszcza zdrobnienia od niego.-powiedziałam-A tak w ogóle ile masz lat?-
-siedemnaście.A ty i twoja siostra?-odpowiedziała pytaniem
-Ja osiemnaście a Joy czternaście-odparłam.Obie popatrzyłyśmy się na Joyce którą bardziej od naszej rozmowy interesował telefon.
Po chwili kelner przyniósł nam potrawy i obie zajęłyśmy się jedzeniem.Potem kontynuuowałyśmy naszą rozmowę i nawet dobrze bawiłam się z Margaret przez resztę wieczoru.
***
-SUN!-czyjś krzyk mnie obudził.Starałam się go zignorować i dalej iść spać ale krzyk się nasilał.
-Sun.Wstawaj!-okazało się że to mama.Weszła do mojego hotelowego pokoju i zaczęła mną potrząsać.
-mhmm.-mruknęłam i otworzyłam oczy.Najpierw widziałam tylko jakieś plamy ale potem wzrok mi się wyostrzył i zamiast na plamy patrzyłam na ekstrawaganckie hotelowe meble.Hotel w którym się zatrzymałyśmy nie wyróżniał się niczym.Był zwykły,niewielki i całkiem ładnie urządzony.Pokoje wypełniały sosnowe meble,płaskie telewizory i skórzane kanapy.Jeden z takich pokoi zajmowałyśmy Joyce i ja a drugi-rodzice.
-SUNSHINE!-usłyszłam kolejny krzyk mamy dochodzący tym razem z łazienki.Nie chciałam słuchać tego więcej więc wstałam i wyjęłam pośpiesznie ciuchy z walizki.Nic niezwykłego-biały T-shirt,czarne spodnie i sweter.Gdy już sie ubrałam weszłam do łazienki gdzie-jak zawsze-była już moja mama.Popatrzyła na mnie i po raz 3 dziś krzyknęła:
-W co ty się ubrałaś?!-
-Jakto w co?-zdziwiłam się
-Natychmiast to zmień.Zaraz spóźnimy się na urodziny Euphorii.-powiedziała stanowczo mama i wróciła do poprawiania makijażu.Mina momentalnie mi zrzędła.Zapomniałam o tym.Miałam skrytą nadzieję że rodzice też.Euphoria była moją kuzynką mieszkającą niedaleko miejscowości w której byliśmy na nartach.Jej urodziny pokrywały się z naszym wyjazdem więc byliśmy na nie zaproszeni co wcale mnie nie cieszyło.Mimo że Euphoria była piękną blond 15-latką o łagodnych rysach i anielskich niebieskich oczach z charakteru była całkiem inna.Wrzeszczała na każdego kto się z nią nie zgadzał,wyśmiewała ludzi nie noszących markowych ciuchów i była potwornie złośliwa.Co prawda nie była taka dla mnie ze względu na powiązania krwi i to że mogłam wszystko opowiedzieć jej tacie-ale dla innych owszem.Euphoria jest też bardzo rozpieszczona.Ale nie ma się co temu dziwić ponieważ jej tata posiada bardzo dobrze prosperującą firmę a więc Euphoria ma wszystko co sobie zażyczy włącznie z najdroższymi ubraniami,biżuterią i meblami.Nienawidziłam jej ale mimo to musiałam iść na jej urodziny.NIESPRAWIEDLIWE!Mrucząc przekleństwa pod nosem przebrałam się w bardziej elegancki strój,związałam włosy w kucyka i wzięłam torebkę po czym wyszłam zamykając za sobą hotelowy pokój.Cała moja rodzina niecierpliwiąc się czekała w samochodzie.Z nieukrywanym niezadowoleniem wsiadłam do powozu i ruszyliśmy.
***
-Dzień dobry-drzwi otworzyła uśmiechnięta Euphoria.Miała na sobie krótką czerwoną (+bardzo drogą!) sukienkę i radykalnie wysokie szpilki.
-Wszystkiego najlepszego Euphorio-powiedziała moja mama i wręczyła blondynce prezent.Ta się sztucznie uśmiechnęła i podziękowała po czym wszyscy weszliśmy do środka.Przedpokój miał brązowe pozłacane ściany i czerwony dywan podobnie jak wiele innych pomieszczeń tego domu.Powiesiłam kurtkę na wieszak jak reszta mojej rodziny i Euphoria poprowadziła nas do ,,swojej 1 jadalni".Było to wielkie pomieszczenie z ogromnym stołem pośrodku i sceną na boku.Euphoria kiedyś zażyczyła sobie na urodziny koncertu jej ulubionego zespołu więc jej tata sprawił jej scenę.Genialne.
-Siadajcie proszę.-Euphoria cały czas się sztucznie uśmiechała i wskazała nam krzesła.Wszystkie były otulone różową narzutą z kokardą z tyłu.Z niechęcią usiadłam na jednym z kiczowatych krzeseł podobnie jak Joyce.Moi rodzice też chcieli siadać ale Euphoria ich powstrzymała.
-Dorośli są w drugiej jadalni-uśmiechnęła się do nich a oni wyszli i pokierowali się w kierunku jadalni numer II.Euphoria usiadła na szczycie stołu i zaczęła rozmawiać z koleżankami obok.Popatrzyłam się po stole na którym stały miliony półmisków i talerzy.Na nic narazie nie miałam ochoty-oprócz wyjścia.
-Kiedy wyjdziemy?-mruknęła Joyce jakby czytając mi w myślach.
-Teraz-odparłam i odsunęłam krzesło.Miałam cichą nadzieję że Euphoria nie zauważy że wychodzimy.Pokierowałam się cicho w kierunku wyjścia.Poprostu wyszłabym z tąd i razem z Joyce poszłybyśmy byle dalej stąd i wróciły za kilka godzin udając że byłyśmy tu cały czas.
-Gdzie idziesz,Sunny?-zapytała mnie słodkim głosikiem Euphoria.Zatrzymałam się w pół kroku.Wiedziała że nienawidzę tego zdrobnienia ale mimo to go użyła.Nienawidzę jej,nienawidzę...
-Do łazienki-odparłam szybko.
-Nie możesz teraz wyjść!Za chwilę wielka niespodzianka!-powiedziała Euphoria po czym wstała złapała mnie za ręke i pociągnęła spowrotem na krzesło.
-Co to za niespodzianka?-mruknęłam udając zainteresowanie.
-Zobaczysz-uśmiechnęła się jeszcze raz i wróciła na swoje miejsce.Westchnęłam i wzięłam kilka winogron.Założe się że na niespodziankę będe musiała jeszcze długo czekać.
***
Druga godzina czekania mijała niemiłosiernie nudno.Wpatrywałam się w winogrona na talerzu układając z nich figury geometryczne.Szczyt nudziarstwa.Euphoria oczywiście cały czas plotkowała z swoimi koleżaneczkami nie przejmując się mną i Joyce.Chociaż Joyce też znalazła koleżankę.Była nią rudowłosa wysoka dziewczyna z brązowymi oczami o imieniu Viola(czyta się Wajola).Obok mnie jednak siedziały przyjaciółki Euphorii więc nie liczyłam na nowe znajomości.
-Dobra.Czas na niespodziankę-Euphoria wstała i uśmiechnęła sie tajemniczo.-Teraz wszyscy muszą wstać i przestawić krzesła naprzeciwko sceny-
Wszystkie dziewczyny-włącznie ze mną-złapały kiczowate krzesła należące chyba do Barbie i ustawiły je przed drewnianą sceną.Usiadłam z grymasem na twarzy obok Joyce i Violi.Scena-mimo że wybudowana tylko dla 1 czy 2 występów-sprawiała wrażenie prawidzwej sceny.Miała wszystkie instrumenty potrzebne do zagrania koncertów,rozpruszacze confetti i specjalne kolorowe lampy z tyłu.
-Prosze zgasić światła-usłyszałam krzyk Euphorii siedzącej z przodu.Lokaj posłusznie nacisnął przełącznik i światła momentalnie zgasły.Świeciły się tylko reflektory oświecające scenę aby było widać zespół.Przez chwilę nastała cisza.Wszyscy czekali aż zamówiony specjalnie dla Euphorii zespół wyjdzie na scenę.Wkońcu po kilku minutach na scene wstąpiło pięciu chłopaków.Pierwszy był wysoki z brązowymi lokami w granatowej marynarce był uśmiechnięty i nawet ładny.Drugi chłopak miał blond włosy z czarnymi końcówkami i bardzo rumiane policzki.Trzeci okazał się wysokim sztynem o brązowych oczach ubranym w koszulę i kamizelkę.Czwarty z nich miał ciemniejszą karnację i czarne włosy uformowane w bardzo fajną fryzurę.A piąty...Mrugnęłam.Dla upewnienia mmrugnęłam jeszcze raz bo nie mogłam wierzyć własnym oczom kto stał na scenie i uśmiechał się do widzów.Miał brązowe włosy w lekkim nieładzie i piękne niebieskie oczy.Ubrany był w bluzkę w paski i czerwone spodnie.Już go gdzieś widziałam.A właściwie nie gdzieś tylko w barze.To był Louis.
-----------------------------------------------
Znowu sie rozpisałam oO Pszepraszam xD Mam nadzieje że sie podoba.Następny rozdział (pisany przez Destiny) ukaże się za 2 dni.Zachęcam do komentowania i przedewszystkim czytania! :)
~Hope